Miesiąc: Marzec 2014

taka KARMA

Dżunks i Gagat marzą o posiadaniu zwierzątka, jak chyba każde dziecko, ale  gdybyśmy sobie takie sprawili ( w grę wchodzi jednak futrzak) – stan kataralny zagościłby u nas na dobre. Niektórzy mogliby nawet czuć się podduszeni. Zdarzają się  jednak od czasu do czasu bonusy,  w postaci dokarmiania kota sąsiada, ale Dżunks wraca stamtąd zakichany, załzawiony  i z drapiącym gardłem.  Pozostajemy więc przy pluszakach i odgrywamy role troskliwych opiekunów, a zabaw związanych z ich futrzastą czeredą jest całe mnóstwo:

 Kiedyś Gagat postanowiła otworzyć sklep z artykułami dla zwierząt i musiałam skrupulatnie notować stan magazynowy poszczególnych produktów. Były wśród nich KARMY o przeróżnych właściwościach odżywczych i zdrowotnych, czasem nawet dostosowane do indywidualnych potrzeb stałych klientów sklepu:

1.Karma ES EN EF
Dla kocich bliźniaków
Zawierająca  samo mięso
Stan: 32
2.Karma SIZIS
Dla Kwietki ( pręgowany kot dachowy)
Zawierająca ziemniaki
Stan:29
3. Karma SZI ES EF
Karma dla Białki ( biały kot z różowym kapelusikiem)
Zawierająca sałatę
Stan: 4
4. Karma SE FA FA
Karma dla Aporta ( psa)
Skończyła się
5. karma SZI FA FA
Stan: 158
( coś nie schodziła)

 W domu oprócz Kwietki, Białki, Aporta (pies) i kocich bliźniaków ( w zasadzie to dawno ich nie widziałam… ale nie będę ich szukać. Już raz jednego sprowadzałam- z Krakowa!Jeśli same nie wrócą –  trudno;-) mamy jeszcze Agrestię, Złotą Motylicę oraz Pogo (wszystko koty). Reszta to plebs: jakieś króliki, myszki i inne pomniejsze.

 Obrastamy w śmieci, ponieważ Dżunks i Gagat nie pozwalają nam wyrzucić kartonowych pudełek po Lego. To  są właśnie owe KARMY! Poręczne opakowania do których ładują przypadkowe klocki, a potem wysypują suchą strawę wprost do kocich i psich miseczek. Wczoraj rano, przy wychodzeniu do szkoły i przedszkola, będąc jak zwykle w niedoczasie, Gagat przypomniała sobie, że nie nakarmiła zwierząt! No i awantura na całego, bo przecież nie może ich tak zostawić bez jedzenia. Nic nie dały zapewnienia, że rodzic nakarmi i napoi. Znowu się spóźniliśmy.

 Oprócz słowa karma mają jeszcze jedno ulubione: schronisko

 Bawiliśmy się w coś w rodzaju „chowanego”, ale chowane, a raczej kradzione przez złodzieja  były zwierzęta ze SCHRONISKA. Właściciele zamykali oczy udając że są pogrążeni we śnie, a ja wtedy zaczynałam śpiewać (najgroźniejszym i najbardziej tajemniczym głosem na jaki mnie stać) piosenkę Szambelana z Miki Mola: „ Pod osłoną nocy biegnę, tam gdzie stąpnę trawa więdnie! Kogo musnę połą szaty ten się staje piegowaty!” Taki element grozy dla dreszczyku emocji. Chodziłam po mieszkaniu i szybko utykałam zwierzaki w szafkach i szufladach, odgrywając rolę złodzieja i po skończonej śpiewce dzieci mogły ruszyć na poszukiwania swoich podopiecznych, niczym Dempsey i Makepeace na tropie. Po jakimś czasie pojawiła się ułatwiająca życie magiczna piłeczka ( ja byłam jej operatorem), która w zadziwiający sposób wskazywała kierunek schowka, w którym złodziej umieścił skradzione zwierzę.

 Jak zwierzęta, to nie może przecież zabraknąć weterynarza!

 Klasyka gatunku. Każde dziecko ma chyba w domu plastikowy zestaw słuchawkowy, aparat do mierzenia ciśnienia, strzykawkę, termometr i inne przyrządy. Zabawa w lekarza ma czasem bardzo poważne konsekwencje –mam koleżankę z którą w dzieciństwie bawiłam się w stawianie baniek, leczenie anginy… teraz jest laryngologiem 🙂

Moje dzieci troskliwie opiekują się chorymi zwierzętami, leczą ich złamane łapy ( ostatnio musiał być jakiś karambol na drodze, bo pacjentów ze złamaniami przybyło), rany kłute i szarpane, problemy z uszami i wysypki. Zostałam przy okazji otwarcia kliniki dla zwierząt poproszona o wypisanie recepty na syrop Tąsilan  – na ból oczu i ból łapy kociej. Niezwłocznie wypełniłam prośbę, mimo że nie mam uprawnień. W takiej sytuacji chyba każdy postąpiłby podobnie;-) Podczas zabawy  w weterynarza  zawsze znika mi cały zapas soli fizjologicznej w buteleczkach. A przecież słyszę tylko: „Mamo, tylko jedną(!)nam daj, proooooooooooosimy”.

sucha karma z koci szpital z sol fizjologiczna w natarciu z
  A tu już weterynarze “po godzinach”. Mocno zmęczeni, bo praca wyczerpująca. Po niej należy zafundować sobie krótką sesyjkę relaksującą i odżywczy okład na zmęczone oczy:
oklady z

sielanka

Niedzielny leniwy poranek. Tata robi dla dzieci ich ulubione naleśniki. Wszyscy zadowoleni: proszę, dziękuję, przepraszam, ą i ę. Gagat nawet serwetki rozłożyła… Kucharzowi spłynęło śmiesznie ciasto po patelni tworząc jakby „ząbki”. Zażartowałam, że teraz jemy naleśniki z włosami. Kto chce? Oboje chcieli. Aż za bardzo chcieli. I nagle… sielankę szlag trafił.  Rozpętała się awantura o naleśniki z włosami: Kto ma dostać pierwszy i kto dostał więcej, że tego i nie innego chcą i że już, teraz, natychmiast! „Zwykłe”, idealnie okrągłe, nie za gorące, bo usmażone już naleśniki były teraz niejadalne. Podniosła się wrzawa, po której zazwyczaj nasz sąsiad z uśmiechem  pyta: Kiedy wreszcie przestaniemy bić te dzieci? Na szczęście ojciec nadążył z produkcją owłosionych specjałów, a dzieciom włos z głowy nie spadł. Boję się tylko kolejnego niedzielnego poranka. Może nadmierna kreatywność nie jest wskazana?;-)

 P.S. Dobrze, że nie zauważyli, że ten naleśnik miał dwoje oczu i uśmiechał się…

mol książkowy

Co by tu dać dziadkowi w prezencie – myśli Dżunks, który uważa, że dziadek umie żartować  i potrafi się bawić, więc trzeba się porządnie zastanowić jak mu się za to odwdzięczyć.

-Książki! Tak! Dziadek uwielbia książki! Jedna książka w prezencie, to byłoby za mało. Dziadek lubi hurtem – od razu cały regał z książkam mu dać! A to się ucieszy! Mniej ucieszy się babcia, która już slalomem mija w domu pokaźną bibliotekę, a ilość roztoczy wychodowanych na tomiszczach słowników, powieści, biografii i poradników, przyprawia  ją o zawrót głowy.

Dżunks „machnął” taką oto laurkę: Te latające krwawe stwory po lewej stronie to nic innego jak książki z zakładkami. No i  życzenia: Długie życie dla dziadka!  🙂

laurka dla dziadka z dlugie zycie dla dziadka z

Kuchenne Rewolucje

 

No i nakryli nas! Znowu!
„Mamo, a dlaczego wy ciągle oglądacie te filmy o gotowaniu?”
Dżunks już wie, kto to Gordon Ramsey, rozpoznaje też zapewne Jamiego Oliviera i Magdę Gessler. Nasz ciekawski George lubi zapuścić żurawia w telewizję mamy i taty 🙂
A czym skorupka za młodu nasiąknie…

 Oto nowoczesna restauracja z kuchnią fusion zaprojektowana przez Dżunksa i Gagata. Czysta, schludna i  przytulna. Zadbali o każdy szczegół: Proszę zwrócić uwagę na kolorową zastawę, wysokiej jakości obrusy i wyrafinowane, elegancko podane potrawy. Menu zostało opracowane przez dietetyków (aż 2 rodzaje), a karta zaprojektowana na specjalne zamówienie. Tutaj menagerowie bez przerwy krzątają się wokół dostaw i zamówień, nadzorują też kucharzy oraz kasjerów, żeby każdy gość, który trafi do Czekoladowej Przystani, wyszedł najedzony i zadowolony.

 

knajpa 1 zknajpa 2 zknajpa z kotkiem zknajpa z owieczka zknajpa z pieskiem 2 zPicMonkey Collage karta zmenu czekoladowej przystani z

menu nr 2 zSMACZNEGO!:-)

 

automat na kartę

Ach ta ciocia Ola! Nie dość, że się pobawi, to jeszcze przywiezie m&msy. Towar reglamentowany! Garściami nie można sobie ich aplikować, o nie! Trzeba więc zbudować maszynę, która wydzieli odpowiednią porcję, będzie dawkować, a na dodatek – jeśli ktoś nie posiada karty bankomatowej, to m&msów nie dostanie.

Uważamy, że nasza maszyna powinna dostać order uśmiechu za wywoływanie wesołości.
Każdy, komu Dżunks i Gagat zaaplikowali m&msy  z automatu prosto do buzi, śmiał się przynajmniej 5 sekund.    
Przetestowano mamę, tatę, ciocię, babcię,sąsiadów i gości.

Oto prosty w konstrukcji, jak budowa cepa, automat do wydawania m&msów. Na kartę. Postaramy się, żeby kolejny model upgradować tak, żeby tych kart nie połykał.

georgomat na kartę z georgomat z napisami z georgomat konstrukcja z

 m7ms

 to nie jest reklama 😉

pianki, żelki i kotlety

Przyzwoita Matka Polka idąc na zakupy do siatek wkłada: kawał mięcha na kotlety – żeby dziatwa krzepę miała, jabłuszka – bo to samo zdrowie, włoszczyznę na pomidorówkę- bo wiadomo, że wessają w całości, nowe skarpetki –  bo dziatwa znowu wyrosła, rękawiczki – bo znowu zgubili, syropek na odporność – bo znowu kaszlą. A ja co? Wchodzę „przypadkowo” do pewnego sklepu i kupuję dzieciom… kolorowe patyczki(?!). Cóż: Na obiad szału nie będzie, ale za to zabawa się szykuje przednia!:-)

 A więc najpierw kupiłam te patyczki, a potem zaczęłam się zastanawiać „po co mi to”? Powtykać by je trzeba w coś… Chodzę po mieszkaniu i szukam bazy: styropianu nie zniosę, ale za to mam pianki! Dzieci dostały przecież 2 paczki słodkości od którejś cioci. Świetnie! Przedstawiam pomysł Dżunksowi, a on przytomnie: „Mamo, ale przecież to jest jedzenie! Nie wolno się bawić jedzeniem!” ( ciekawe kto go tak wyszkolił?) Wyjaśniłam, że takie artykuły są-  jak to mój kolega kiedyś  trafnie określił- produktem ubocznym Fabryki Opon w Dębicy i ze spokojnym sumieniem możemy się nimi bawić. Gagat była zachwycona, bo bardzo ładnie pachniały. Wzięliśmy się więc do kreatywnej pracy i z patyczków i pianek powstały:
-kozy,
-lampa
-„ćwiczenia” dla koni ( zwłaszcza Rainbow Dash musiała poćwiczyć. Otyła jakaś czy co?)
-pufy (tu nawet bez patyczków się obyło)
– pociąg
– kierownica
-hantle do ćwiczeń fitness
-tort
– szaszłyki
-dżdżownica
i nne twory (nie wszystkie na zdjęciach)

zestaw pianek z2 kozy zkierownica Gagaty zpociąg z pianek zpiankowy stol rozmaitosci zkoza 1 z

Później wykorzystaliśmy patyczki inaczej: Przyklejali je do tektury tworząc labirynt dla robali. Gagat nakleiła parę żelków na papier, żeby styrane poszukiwaniem wyjścia robale mogły sobie nieco podjeść i kilka skarbów dla ogólnej radości, a Dżunks na końcu trasy umieścił miękką poduszkę i złożył na niej klucz do tajemnych drzwi.

labirynt Dzunksa zlabirynt Gagatki zprzyklejanie labiryntu z

A wspomniane kotlety dzieci utłukły same. Była to wyjątkowo nieekologiczna wersja, wykonana z folii aluminiowej.

kotlety 2 z

🙂