Miesiąc: Maj 2014

kolorowe kredki w pudełeczku…

 

„Chciałabym mieć tęczowe włosy” – westchnęła Gagatka.
– „Ale niektórych marzeń nie da się spełnić” -ściągnął ją na ziemię do bólu racjonalny starszy brat. „ Ja na przykład – kontynuował – chciałbym wejść do krainy Chima, i co??? Nie mogę!!!”

Dzień później okazało się, że marzenie Gagaty da się spełnić, a Dżunks też nie będzie w tym temacie bardzo poszkodowany… W niedzielę poszliśmy na Targi Książki na Stadion Narodowy. Było tam mnóstwo atrakcji dla dzieci. Już sam Stadion – na którego widok dzieci zaniemówiły z wrażenia ( pierwszy raz oglądaliśmy go od środka) był wystarczającym bodźcem wywołującym uśmiech, a do tego Dżunks wygrał płytę z piosenkami dla dzieci śpiewając do mikrofonu, dostali medale za poprawne odpowiedzi na pytania w konkursie muminkowym, magnesy z kotkami, balony, po 2 książeczki od rodziców i powylegiwali się na leżakach i pufach na środku nieczynnego boiska. Gagat miała szczęście wyjść stamtąd z … tęczowymi włosami! Na jednym ze stoisk z kolorowymi książeczkami dla dzieci był kącik fryzjerski, w którym pani ( może to była pani Nadia – fryzjerka?;-)) malowała dzieciom pasemka włosów zmywalną farbą w sprayu. Gagat z wrażenia i nadmiaru emocji zasnęła 15 minut po „koloryzacji”, gdy tylko tata wziął ją na ręce. Tego samego dnia Dżunks przypomniał sobie o swoich pieczołowicie gromadzonych w skarbonce funduszach i postanowił nie być gorszy i odwiedzić krainę Chima. Już następnego dnia był szczęśliwym posiadaczem pojazdu Lego. Ja też chciałam zrobić sobie mały prezent (pod pretekstem: „Będzie też bardzo rozwojowy dla dzieci”) więc nabyłam na Targach kuszące kolorami i właściwościami naturalne, trójkątne i na dodatek magiczne kredki. Dzieciom się podobały, więc pomyślałam, że korzystając z tych mazideł, które nie zużywają się ponoć przez rok(?) i nie kruszą się – będą mogli nauczyć się czegoś o fakturze ( fantastycznie odwzorowują przez kartkę powierzchnię płaskich przedmiotów),spróbować nowej techniki rysowania i malowania ( bo zmoczone wodą zachowują się jak akwarele) i ozdabiania ( można je nanosić na szkło i drewno). Zorganizowałam dla nich artystyczny warsztat pracy – narwałam nawet trochę zielska z okolicznych drzew, rzuciłam na stół kilka materiałów o grubym splocie, koronkę i wycinanki papierowe. Nie wiem kto był bardziej podekscytowany możliwością korzystania z tych kredek: Ja czy dzieci? Fakty są jednak następujące: Dżunks i Gagat narysowali sobie coś po swojemu trudząc się utrzymaniem w ręku niewygodnego dla nich, twardego trójkątnego klocka, nie byli zainteresowani liśćmi, które narwałam i których szkielet tak pięknie można odwzorować na kartce. Po stworzeniu „Elzy schodzącej po schodach w Krainie Lodu”( dzieło Gagata), króla z koronkową koroną (Dżunksa) oraz kilku szybkich próbach przeniesienia faktury worka i pręgowanej tektury na papier – dziatwa zaniechała dalszych eksperymentów i oddaliła się w kierunku klocków i zabaw własnych. Dżunks przystąpił do składania pojazdu spidora Gorzana ( jednak Lego rządzi), a Gagat postanowiła, że bycie LIRIĄ – kotem w welonie, to jej nowa misja. Także tak… Niesponsorowana przez producenta serdecznie polecam magiczne kredki ….. – sprawiają dużą radość niektórym mamom 😉

Jeśli ktoś będzie miał pomysł jak wejść do krainy Chima – dajcie mi proszę znać.

kolorowe kredki 0 z   kolorowe kredki 3 z kolorowe kredki 4 z kolorowe kredki 5 z kolorowe kredki 6 z kolorowe kredki 7 z kolorowe kredki 8  z kolorowe kredki 9 z kolorowe kredki 10 z kolorowe kredki skan 2 z kolorowe kredki skan 3 zkolorowe kredki skan 4 z

A oto LIRIA – kot w welonie:

kolorowe kredki 2 zkolorowe kredki 1 z

 

u babci w ogrodzie

 

Na łonie najbliższej rodziny nie możemy mówić o niżu demograficznym: Dżunks i Gagat mają pięciu kuzynów, w podobnym wieku  i jedno małe kuzyniątko – jeszcze zawiniątko. Spotykamy się dość często,  zwłaszcza latem –  u babci na działce. Krzyś jest mistrzem w jeździe na rowerze i znakomicie posługuje się stoperem mierząc czas okrążeń.  Bartek z Jaśkiem uwielbiają prace budowlane i znają się na prowadzeniu gospodarstwa wiejskiego, Szymon lubi bawić się z Gagatem w leczenie zwierząt oraz prowadzić z nią  dyskusje filozoficzne (na przykład “o niewidzialności powietrza”), a Brusio jest reporterem: Bacznie obserwuje, krąży, przygląda się, rejestruje i wie dobrze gdzie co się dzieje. Umie już powiedzieć: Tak i nie. Ostatnio nawet częściej używa – tak. Elenka – całkiem niedawno osiągnęła 2 stopień wtajemniczenia – przewróciła się z brzucha na plecy.

Towarzystwo owo tak bardzo różni się od siebie, że aż dziw bierze, że potrafią zgodnie się bawić. Nie widziałam jeszcze ani jednej kłótni międzyrodzinnej. Za to w podgrupach rodzinnych – owszem 😉

Latem ubiegłego roku, w ogrodzie babci działo się sporo. Poza szaleństwami rowerowymi, biegami pod strumieniem wariata ogrodowego, skokami przez materac, oglądaniem dziadkowych uli i kąpielami w baseniku, królowały zabawy plastyczne. Pewnego razu przyniosłam dzieciom gąbki, pędzle i patyczki higieniczne, wycisnęłam farby z tubki, rozłożyłam na trawie stare prześcieradło, zawołałam dzieci i patrzyłam z boku co będzie się działo :-). Na początku nieśmiało nakładali farbę, siedząc na skraju materiału, później coraz odważniej rozprzestrzeniali się po płótnie. Kolejnym etapem były eksperymenty z mieszaniem farb, malowanie palcami , tworzenie  “rękawiczek” , no i co było do przewidzenia ( gdy ta artystyczna maszyna zaczęła się już rozpędzać)  – taplanie się w kolorowym błotku.

Nikt nie narzucał dzieciom  co mają namalować, a jednak potrafili między sobą ustalić, że pasuje im tematyka morska. Były więc rybki pojedyncze, ławice ryb, meduzy, tęczowa woda oraz dużo rybiej karmy: Krzyś karmił ryby czekoladą, a Gagat truskawkami.

Kiedy ich wspólne dzieło zawisło na płocie i schło- z dumą się mu przyglądali.  W tym roku wyciągniemy prześcieradło z komórki,powspominamy i zrobimy coś nowego.

w ogrodzie 1 z w ogrodzie 2 z w ogrodzie 3 z w ogrodzie 5 zw ogrodzie 7 zw ogrodzie 6 zw ogrodzie 9 zw ogrodzie 8 z

 

 

syf i malaria

 

Wielkimi krokami zbliża się sezon wzmożonej pracy pralek i odkurzaczy, sezon większego zużycia plastrów opatrunkowych, odplamiaczy i mydeł antybakteryjnych. Częściej będziemy teraz zaszywać dziury w poobrywanych ubraniach oraz wykorzystywać gąbki i tarki do kąpieli. Oczyma wyobraźni widzę już upaprane soczystymi owocami koszulki, skarpetki i buty pełne piachu, który lubi wysypać się akurat w przedpokoju, urwane guziki i nadszarpnięta garderoba, której właściciele beztrosko ganiając po dworze zaczepili się o tę czy inną gałąź lub korzeń, obtłuczone kolana z małymi i dużymi strupami, czarne od brudu stopy, „żałoba”pod paznokciami, lepka od potu i preparatów antykomarowych skóra, posklejane i skołtunione włosy, zadrapania i ukąszenia owadów. Kto może dopuścić się takiego zaniedbania? Otóż – nasi milusińscy, którzy wraz z napływającym ciepłym powietrzem, wypuszczeni w teren przestawiają się powoli na funkcję: Exploration. I na zdrowie! Matka i ojciec jakoś dadzą radę…Zgięci w pół pomogą doszorować i opatrzyć . Nie ma to jak świeże powietrze, woda, piach, błotko i owoce prosto z krzaka! Wtedy to dopiero jest kreatywna zabawa i zbieranie doświadczeń życiowych. Do wakacji jeszcze półtora miesiąca, ale trzeba się psychicznie przygotować :-), bo tak było w zeszłym roku:

blotko 1blotko 3 zblotko 7 zblotko 6 zblotko 5 zblotko 4 zblotko 1blotko z

mycie klapkow 2 z mycie klapkow z mmycie klapkow 3 z

Gagat z piescia z

Piękna Nasza Polska Cała!

 

Prowadząc chór, którego członkowie mają lat 55+, często stykam się z potrzebą wyrażania swojego patriotyzmu przez śpiew. Mamy w repertuarze kilka „klasyków”, takich jak: ‘Ej dziewczyno, ej niebogo”, albo„Czerwone Maki”, ale ostatnio w ręce wpadła mi Pieśń Krajowego Związku Nauczycielsktwa Ludowego Galicji. Oto fragment tekstu:

Hasłom naszym zawsze wierni
Niesiem światło między lud
W drodze naszej pełno cierni,
Życie szarpie nędza, głód.
Lecz nie dla nas płacz niemęski,
Ni zwątpienia cierpki zgrzyt,
Dość tych cierpień, dość już klęski,
Czas już zdobyć lepszy byt!

Taki patos i ta podniosłość są mi tak obce, że chyba nie potrafiłabym tego zaśpiewać. Jako wykształcony muzyk zaczęłabym niechybnie fałszować ;-). Przyglądając się z boku ludziom ode mnie dużo starszym, ich przywiązaniu do ojczyźnianych wartości – zaczęłam zastanawiać się nad edukacją historyczną i patriotyczną, która lada moment czeka moje dzieci w szkole. Dżunks już któregoś dnia przyniósł z zerówki wykuty na blachę wierszyk : „Kto Ty jesteś? Polak mały…” Trochę mnie to nawet wzruszyło( ciut, ciut), a trochę rozbawiło, bo mimo tego, że uważam się za patriotkę, to nie postrzegam mojego kraju przez pryzmat „Orła Białego”. Zastanawiałam się kto w dzieciństwie zaszczepił u mnie miłość do Polski ( a może to nie miłość? Przywiązanie? Sama nie wiem) i doszłam do ciekawych wniosków – prawdopodobnie byli to ciocia i wujek, którzy organizowali dla nas ( moich kuzynów, dla mnie i mojej siostry) krajoznawcze wycieczki. Były to wyprawy na całego! Z przyczepą kempingową, namiotami i materacami. Poruszaliśmy się starym, lekko rozklekotanym samochodem marki NYSA, któremu od czasu do czasu przy większych zakrętach rozsuwały się drzwi. Istny vintage! W naszym wehikule mieliśmy swój mały, przytulny dziecięcy świat- koce, poduchy, kredki, kartki papieru, magnetofon Grundig na baterie, który w kółko odtwarzał Miki Mola oraz piosenki z kasety Między burzą a kałużą. Foteliki samochodowe? Gdzież tam…Leżeliśmy na podłodze obszernego wnętrza Nysy telepiąc się od ściany do ściany, bo wujek lubił sobie żarty robić i prowadząc samochód od czasu do czasu przybliżał nam emocje rajdu Paryż-Dakar. Przeżyliśmy, a dodatkowo zebraliśmy niezliczoną ilość wrażeń. Ze względu na warunki podróżowania mogłabym nawet powiedzieć, że byliśmy wstrząśnięci tym, czego doświadczyliśmy;-) Oglądaliśmy zameczki, pałacyki, stare wieże, kościoły, skanseny, jeziora, rzeki, biwakując głównie w takich rejonach Polski, jak : Podlasie, Warmia i Mazury, Góry Świętokszyskie i Bieszczady. Nie mogę powiedzieć, że dzięki tym wyjazdom przyswoiłam sobie dużą ilość wiedzy historycznej o Polsce, bo nie na informacjach skupia się dziecko, ale może fakt, że tę historię wybrałam później na maturze, może ( choć nie musi) o tym świadczyć. Pamiętam za to drobne, śmieszne szczegóły – zielony, opustoszały kemping w Bieszczadach, gdzie w deszczu, bo tak było fajniej, zbieraliśmy puszki  po napojach, które kolekcjonowali nasi kuzyni . Rzeźbiliśmy też twarze indiańskie w piaskowcu i glinie, gdzieś w Górach Świętokrzyskich, pływaliśmy w najczystszym i naprawdę przeźroczystym jak łza (ówcześnie) jeziorze w Polsce – jeziorze Białym. Muszę chyba powspominać z kuzynami i siostrą stare dzieje… Tak mnie teraz naszło 🙂 Chciałabym, żeby moje dzieci miały tyle samo frajdy z poznawania uroczych zakątków Polski co ja, więc choć all inclusive kusi, to jednak chyba w wakacje ruszymy w polskie góry. Morze już wielokrotnie zaliczone – choć bardzo lubimy tam wracać. W zeszłym roku poza atrakcjami rowerowymi na Pomorzu– wybraliśmy się do Zamku Krzyżackiego w Malborku. Dzieci pamiętaja go do dziś, więc wrażenie na pewno na nich zrobił. Zanim ruszymy- pozapinam je jednak w fotelikach samochodowych…;-)

Jakiś rok temu, kiedy Dżunks chodził jeszcze do przedszkola, zobaczyłam w holu ciekawą wystawę dziecięcych prac wywieszoną dla rodziców. Pożyczyłam rysunki, zeskanowałam i dzisiaj, przy okazji mojego patriotycznego zamyślenia udostępniam internetowo. Zobaczcie, jak dzieci 5-letnie postrzegają Polskę 🙂

Polska 8 z Polska 1 z Polska 11 z Polska 10 z Polska 9 z Polska 21 z Polska 6 z Polska 5 z Polska 4 z Polska 3 z Polska 2 z Polska 12 z Polska 13 z Polska 14 z Polska 15 z Polska 16 z Polska 17 z Polska 18 z Polska 19 z Polska 21 z

gorszy dzień

Mimo tego, że dzieci są kochane, słodkie i puci puci – bywają takie chwile, że wystawiają naszą cierpliwość na próbę: bo jęczą, krzyczą, marudzą, stękają, obrażają się i z założenia są „na nie”. Bierzemy wtedy 10 głębokich oddechów, albo próbujemy ratować się w inny sposób. Mnie też spotkało „kilka” 😉 takich przykrych momentów i kiedy doszłam już do przysłowiowej ściany – rozwiązanie wydawało się niemożliwe. A jednak – trzy razy w moim rodzicielskim życiu nastąpił cud nawrócenia dzieci na drogę spokoju i harmonii w momencie dla wszystkich krytycznym – a to za sprawą bajek, które wymyśliłam ad hoc. Ciężko jest mieć wenę w chwili, gdy mieszkanie drży w posadach, ale skoro rozwiązanie się sprawdziło – trzeba się postarać. Pierwsza bajka – „O pani Nadii fryzjerce” ( to imię wymyśliłam chyba w momencie, gdy moja zmęczona krzykiem dziecka głowa była w dość opłakanym stanie) opowiedziana została Dżunksowi, gdy ten- zmęczony i niewyspany urządził histerię u fryzjera. Zaczęłam mu szeptać do ucha historię improwizowaną, a moje dziecko po kilkunastu minutach wrzasków – uspokoiło się i zasłuchane w opowieść, zasnęło. Pani Nadia pojawiłą się w naszej rodzinie 4 lata temu i zagościła na dobre. Od tamtej pory powstało już kilkadziesiąt odcinków o sympatycznej fryzjerce, która opiekowała się czwórką zwierzaków: psem Bemolem, kotem Krzyżykiem, myszką Pliszką i jeżykiem Pimpkiem. Mieszkała na pięterku nad swoim salonem i miała kilku przyjaciół, którzy codziennie wieczorem wpadali do niej na pogaduchy, kanapki z kozim serem i szarlotkę z kawą. Więcej nie zdradzę, bo Dżunks poprosił mnie któregoś dnia o napisanie książeczki o pani Nadii, więc jeśli mnie kiedyś natchnie… to kto wie? 🙂
Inna opowieść, która uchroniła mnie przed częściową utratą słuchu, a moją głowę przed otępieniem – to historia o trzech dziewczynkach – Jęczyduszach. Nie wiedzieć czemu – bajka bez morału i bez sensu (bo naprawdę nie stać mnie na sięganie literackich wyżyn w trudnych chwilach macierzyństwa)okazała się skuteczna i przywróciła dzieciom uśmiech, a wręcz je rozśmieszyła. Jęczydusze to były bardzo wesołe dzieci. Tryskające wręcz radością. Uśmiech nie schodził im z ust. Wyglądały mniej więcej tak ( i tu następowała moja prezentacja):

jeczydusze 2 z
Kiedyś mama Jęczydusza poprosiła córy o to, żeby poszły do sklepu po zakupy, a one – na jeden krok do przodu robiły dwa do tyłu. A to wszystko przez to, że tak się cieszyły:-) I doszły do tego sklepu – ale od drugiej strony, okrążywszy niechcący Kulę Ziemską…

jeczydusze 3 zMoje dzieci – zachwycone! Mam im dalej opowiadać o Jęczyduszach i pokazać jak szły do tego sklepu. No i dałam się wciągnąć. Następna bezsensowana historia dotycząca trzech wesołych dziewczynek rozegrała się w Dniu Małej Jęczyduszy, kiedy to ich tata postanowił obdarować swoje córeczki prezentami – z samego rana, w ramach miłej niespodzianki. Pierwsza Jęczydusza dostała rowerek, druga misia-maskotkę, a trzecia bukiet kwiatków. Niestety okazało się, że rodzic nie przemyślał zakupów, ponieważ najstarsza Jęczydusza nie potrafiła jeszcze utrzymać równowagi na dwóch kółkach, średnia – była wielkim śpiochem i nie miała ochoty wstawać z łóżka by bawić się misiem, a najmłodsza była uczulona i kichała gdy tylko w jej zasięgu pojawiały się jakieś kwiatowe pyłki. Tatuś wzniósł ręce ku niebu, gdy uświadomił sobie swój błąd i natychmiast rozwiązał problem idąc po rozum do głowy. Pierwsza Jęczydusza otrzymała dodatkowy kijek do rowerku i obietnicę pomocy przy nauce jazdy, drugiej tatuś pozwolił na wylegiwanie się w łóżku do południa razem ze swoją przytulanką, którą przerobił na poduchę, a trzeciej córeczce, w zastępstwie za nieudany prezent przygotował muffinki z truskawkami. Radości nie było końca. Wniebowzięte Jęczydusze uściskały swojego tatusia i ze szczęścia podskakiwały aż do sufitu( ta średnia oczywiście po południu dopiero…) A wyglądały wtedy mniej więcej tak:

jeczydusze 1 zCóż, dzieci mogą mieć gorszy dzień. Gagat  skomponowała nawet niedawno piosenkę, niesiona nastrojem melancholii. Oto jej tekst:
Dziś nie ma słońca, dziś nie ma słońca, już szykujcie do mnie pieniądze ( muszę tu dodać iż kontekst był następujący: Dżunks z dziadkiem grali wtedy w Monopol)
Dziś nie ma słońca, dziś nie ma słońca…itd

 

zgaduj zgadula

 

Znacie podobną sytuację?”Och, jaki śliczny ślimak!” – Rzuca pochwałę dorosły, widząc rysunek, który pokazuje mu dumne dziecko. “To nie ślimak, to hulajnoga!” – Odpowiada poirytowany małolat”.
Rysunki małych dzieci uznawane są często za bazgroły, bohomazy, gryzmołyi i maziaje. Dorośli widzą je w inny sposób niż maluchy. Często nie przywiązują zbytniej uwagi do chlapniętych farbą, albo zarysowanych kredkami od góry do dołu kartek , zwłaszcza jeśli mały artysta jest dość płodny. Malowidła często lądują w koszu. I rzeczywiście, nie można się dać zwariować i trzymać w domu kilogramów dotkniętych ołówkiem kartek – dla potomności, na pamiątkę, dla cioci, dla babci… ale kilkadziesiąt dekagramów „makulatury” chyba nie jest przesadą? Albo zbiory zdygitalizowane?;-) Ja trzymam w domu te rysunki Dżunksa i Gagata, które tworzyli z zaangażowaniem i mieli pomysł. Sama chciałabym obejrzeć swoje rysunki sprzed lat – a zostało ich niewiele po przeróżnych przeprowadzkach i remontach. Kiedyś przekonałam się, że dziecięce arcydziełka mogą wywołać mnóstwo pozytywnych emocji u dorosłych. Siedziałam sobie i plotkowałam z gromadką rodziców oczekujących na swoje dzieci pod salą gimnastyczną ( gdzie trwały zajęcia sportowe)i dwie mamy akurat miały przy sobie teczki z przedszkolnymi pracami swoich dzieci. Zachwytom, ale również śmiechom i chichom nie było końca, omówiony został każdy rysuneczek – faktura, forma i treść poddane zostały szczegółowej obserwacji i dogłębniej analizie. Rodzice zostali zintegrowani przez sztukę:-) Swoich dzieci.

Natknęłam się kiedyś w internecie na ciekawy przypadek australijskiej dziewczynki, której obrazy ( tak, obrazy, nie rysunki) były wystawiane w galeriach w Londynie i Nowym Jorku. Jako malarka debiutowała mając zaledwie 9-miesięcy ( choć to dziwnie brzmi). Jej dzieła nadal są wystawiane i wywołują mnóstwo emocji, bo jedni uważają, że mała artystka (już teraz 6-latka) ma rodziców z marketingowym podejściem,  którzy potrafią ją wypromować, a inni widzą u niej przejawy geniuszu. Jeśli jesteście ciekawi – zajrzyjcie na jej stronę internetową: http://www.aelitaandre.com/aelitaandre/home.html
Ja uważam, że COŚ w tych obrazach jest i nie każde dziecko (a nawet dorosły) potrafiłoby stworzyć takie wielowarstwowe, bajecznie kolorowe i intuicyjnie dobrze skomponowane dzieła, nawet mając do dyspozycji eksluzywne narzędzia malarskie zamiast farb plakatowych. Podobają mi się takie bazgroły! 🙂

Czy dzieci mogą być artystami? Picasso uważał, że tak. Z drugiej strony malarzom abstrakcjonistom zarzucano często brak talentu i umiejętność tworzenia na poziomie przedszkolnym.
Dla tych, którzy z dystansem podchodzą do wiekopomnych dzieł wielkich i uznanych artystów, których prace często sprzedawane są za miliony dolarów, a wyglądają często jak machnięte pędzlem przez dziecko, mam tu znalezionyw internecie test: http://www.wykop.pl/ramka/1671243/czy-rozroznisz-sztuke-nowoczesna-od-dzieciecych-bazgrolow/

Przygotowałam też swój własny quiz z przykładami twórczości moich własnych Dżunksów i Gagatów i prostym pytaniem: CO TO JEST? 🙂 Miłej zabawy! Odpowiedzi na dole strony.

1.
02
2.
01
3.
04
4.
014
5.
011
6.012
7.013
8.
028
9.
016
10.
023
11.
022

12.
026
13.
019

14.
017

15.
010

16.
08

17.
07

18.
03
19.
018

20.015
21.
05

 

1. chmura burzowa nad morzem
2. puchar dla mamy
3. droga dla piesków
4. ekran kinowy
5. czarna dziura
6.  flaga polsko-indiańska
7.  kaktus, sadzawka i duża ryba
8. błoto
9. kran z cieknącą wodą stojący na stole
10. burza błotna
11. deszcz i niebieski parasol
12. deszcz i kałuże
13. żaglówki
14.  kanapka dla taty
15. oczko wodne, złota rybka, domek i dym z komina
16. pajęczyna
17. pająki
18. odkurzacz obok podłogi
19. kółka
20. roślina pnąca, chmury i deszcz
21. wulkan