Miesiąc: Październik 2014

Parada Kotów

Zaczęło się niepozornie. Gagat narysowała kota, ja dzieło skserowałam i poprosiłam, żeby go pokolorowała. Okazało się, że kredkami, którymi ją poczęstowałam ( a zawsze to, co należy do dorosłych to lepsze i ciekawsze) można kolorować w niekonwencjonalny dla dziecka sposób – trochę tak, jak farbami akwarelowymi. Rozmazałam wszystkie kolory na papierze tworząc paletę i dałam Gagacie pędzelek i miskę z wodą. Takie zamienianie kredki w farbę okazało się dla niej czymś ekscytującym i zamiast pięciu minut działań artystycznych, skończyło się na dwóch uroczych wieczorach przy kotach. Później dołączył do nas Dżunks, któremu ten pomysł również przypadł do gustu i uruchomiliśmy hurtownię kocich obrazów. Dobrze, że sobie zachowałam oryginał. Mogłam go powielać ile dusza zapragnie. A zapotrzebowanie było tak duże, że drukarka już prawie dogorywała. Nasza kocia galeria przypomniała mi w pewnej chwili o ciekawej artystycznej akcji, która miała miejsce kilka lat temu w Warszawie, mianowicie o Paradzie Krów ( Cow Parade). Ta plenerowa wystawa rzeźb organizowana była w wielu miastach na Świecie. Zaczęło się od Zurichu,  w którym na ulicach postawiono kilkadziesiąt modeli krów naturalnej wielkości, pomalowanych i zmodyfikowanych przez miejscowych artystów ale również i dzieci. Ta akcja miała też znaczenie charytatywne, ponieważ większość krów zlicytowano,  dofinansowując miejscowe organizacje pomocowe. Mimo tego, że warszawska Parada Krów odbyła się aż 9 lat temu – było to wtedy na tyle ciekawe i wesołe uliczne wydarzenie, że z sentymentem sięgnęłam do internetu po parę zdjęć. A nasza Kocia Parada? Pewnie na wiosnę również doczeka się swojej wystawy 🙂

koty 11-15 z koty 6-10 z koty 1-5 z Koty 16-20 z

 

krowki fajne 2 z krowki fajne z

Krówki stały sobie na stronie: http://theinspirationroom.com/daily/2011/mu-mu-milk-parade/

 

Koń jaki jest każdy widzi

Wszyscy nas lojalnie ostrzegali: „Kiedy pojawią się dzieci w waszym życiu – Świat wywróci się do góry nogami” i „nic już nie będzie takie samo”. I rzeczywiście, mieli rację. Kiedyś, wchodząc do domu, mijałam zwykłe przedmioty codziennego użytku: Stół, fotele, szafę, czasem o jakieś pudło czy taboret się potknęłam, wypijałam herbatę z kubka, zapalałam lampę, gdy było ciemno – ot, codzienne rzeczy, których się nie zauważa. I nie mówi się o nich, bo po co? A teraz, gdy są dzieci – zaczynamy uważniej przyglądać się otaczającej nas rzeczywistości, ponieważ  nic nie jest już takie oczywiste. Małolaty przeciągają nas na drugą stronę lustra. Gdy dzisiaj wchodzę do domu, mijam… sanie Św. Mikołaja ( nie fotele, dobrze mówię: Sanie!), z kuchni uśmiecha się do mnie kubek ( a może to tylko gumki recepturki nałożone przez Gagatę? Nie, to kubek ma dziś dobry dzień:-)), odwieszam ubranie do szafy i znikam w przepastnej windzie, którą mknę niczym Ferdynand Wspaniały coraz wyżej i wyżej. Wchodzę do pokoju dzieci i widzę system korytarzy i podziemnych tuneli, które wiodą mnie w kierunku światła. Podgrzewającego galaretkę… Jeśli chcę wrócić do kuchni, mogę zawsze wsiąść na konia, chwycić za lejce i jednym śmigiem znaleźć się przy garach, które… Czy to aby na pewno garnki? A nie przypadkiem instrumenty perkusyjne?
Dzięki Dżunksowi i Gagatowi moja błoga schizofrenia pogłębia się z dnia na dzień. Nie jestem już, tak jak kiedyś pewna, czy koń jest taki, jak go widzimy. Ostatnio – spacerując z Gagatą warszawską ulicą, natrafiłam na ciekawy przypadek wyfiokowanej damy, chyba starszej – ale zadbanej , z fryzurą prosto z najlepszego salonu. Siedziała z wyniosłym wyrazem twarzy za kierownicą ekskluzywnego auta i nie zwracała na nas uwagi. Taka dama. Bo to dama była, prawda? 😉pudel 1 z pudel 3 z

 

A tymczasem w domu…wita nas…JELONEK

jelonek z

i ciepła strawa w postaci podgrzanych specjalnym podgrzewaczem chrupków oraz galaretki

chrupki z galaretka z

dla zwierząt ( których chyba nie mamy w domu…chyba…) też coś się znajdzie. Myślicie, że to kasztany w kolorowych miskach? Otóż nie – to mięso dla pupilów.

mieso dla zwierzat z

i tak jak wspominałam – u nas można przemieszczać się windą:

winda z

oraz konno:

kon z lejcami z

przejść się podziemnymi korytarzami:

system kanalow i przejsc podziemnych z

zjeść kawałek dobrego tortu:

tort z 

a dla odważnych jest spadochron, dla modnisi – długa nowoczesna suknia, dla koni – tunel:

karimata z

gdy  zajrzymy do szafy – możemy zobaczyć… prawidła do butów? Skądże! To Pip i Pop we własnej osobie!prawidla do butow z pip i pop z

 

Ciekawie jest po tej drugiej stronie lustra, prawda? Trzeba mieć serce z kamienia, żeby nie docenić  możliwości przebywania wśród tylu atrakcyjnych i wielofunkcyjnych przedmiotów 🙂

serce z kamienia z

Tekściarze, cz. II :-)

Dzisiaj bez zdjęć. Słowo pisane, a kiedyś wypowiedziane przez moich Złotoustych. Podzielę się tu rozczulającymi mnie mądrościami ludu małoletniego – tymi sprzed kilku lat ( ostatnio znalazłam kilka swoich notatek) i tymi bardziej aktualnymi, które zbieram w niebieskim notesie, dla potomności 🙂

Ja: Dżunksik, jakie zwierzątka skaczą po drzewach?
Dż: e……( myśli)
Podpowiadam mu: Ma….?
Dż: łpa!
Ja: Dobrze i jakie jeszcze?
Dż: eeee….
Ja: Wie…..?
Dż: loryb!

Dżunks na jakimś kiermaszu dostał firmowy notesik od właścicielki stoiska. W domu nadarzyła się okazja, żeby mu o tym przypomnieć:
Dżunks, nie rysuj po stole. Od czego masz notes?
Dż: Od pani!

Dżunks, wielbiciel Boba Budowniczego ( w dzieciństwie 😉 obudził nas kiedyś przed 8 rano w niedzielę, stanął na baczność i zakomenderował: A teraz kochani- DO ROBOTY!!!

Innym razem, tuż po przebudzeniu, miał bardzo ciekawą refleksję – patrzy na mnie i mówi z przekonaniem: Ty nie jesteś chłopcem!

Kiedyś Dżunks przyjrzał się uważnie tacie i dziadkowi ( z góry spoglądał) i zauważył, że tata ma taką samą „dziurę” w głowie jak dziadek ( a chodziło o łysinę ;-))

Dziurami były również miejsca parkingowe , więc często pomagając tacie ustawić samochód krzyczał: Tu jest dziura, tu możesz stanąć!

Objawiając Światu swój plan na przyszłość Dżunks powiedział: Ja będę jadł tyle chlebków i tyle buł i tyle chlebków i tyle buł, że będę dorosły aż do sufitu!

Na dźwięk wesołej piosenki z płyty Alibaba i 40 rozbójników Dżunksik odparł: Alibaba jest zadowolona!

Pod wpływem bajki o Bobie Budowniczym Dżunks przez dłuższy czas utożsamiał się z bratem głównego bohatera, który był naukowcem prowadzącym badania na Kole Podbiegunowym. Zapytany na placu zabaw przez nieznaną mu panią o imię, odpowiedział z dużą pewnością siebie: Jestem Tom i mieszkam na Biegunie.

Tata podzielił się z Dżunksem swoimi parówkami. Na to syn do ojca z wdzięcznością odrzekł: Dobry chłopak z Ciebie!
Z podjadaniem tacie parówek z talerza wiąże się charakterystyczne dla Dżunksa, poprawne politycznie : Tato, chcę się podzielić z Tobą parówką ( co oznaczało dokładnie: Oddaj mi swoją parówkę)

Dżunksik: Gdzie jedziemy?
Ja: A zgadnij
Dż: Na plac zabaw?
Ja: Zgadłeś!
Dż: Ale ze mnie dobry zgadnik!

Dżunksa, jak pewnie każdego małego chłopca fascynowały znaki drogowe. Pewnego razu zobaczył znak zakazu parkowania i mówi: To jest zakaz parkowania. Bardzo mi się podoba ten znak. Mogę się na niego pogapić? ( I stanął i się gapił)

Ja: Dżunks, spróbuj założyć Gagacie kamizelkę?
Dżunks patrzy na kamizelkę, na dziury na ręce i mówi: A dlaczego ona ma dwa pojemniki na głowy?

Ja: Dżunks, jesteś super starszym bratem, tak ładnie opiekujesz się Gagatką. Ja zawsze chciałam mieć takiego starszego brata, jakim jesteś Ty. Tata Dżunsa dodał: Ja też zawsze chciałem…
A dżunks na to bez chwili namysłu: Przecież ja mogę być waszym bratem!!!

Dżunksik zrobił sobie na łóżku skuter z poduszek, tata położył się koło niego chcąc mu poczytać książkę i oparł się całym sobą o te poduchy. Dżunks krzyknął: Tato, udusiłeś mój skuter!!!

Ja: Dżunksik, chcesz herbatki?
Dż: Nie! Mama i tata piją herbatkę. Ja piję picie!

Dżunksik po wizycie u lekarza:
Dobrze się bawiłem!

A teraz zacytuję teksty nieco „dojrzalsze”:-) Z etapu, w którym już na horyzoncie pojawiła się Gagatka, a nawet i ona miała coś do powiedzenia:

Gagat podczas zabawy w biwak:
Nie będziemy polować na zwierzęta, bo zwierzęta mają włosy ( miała na myśli dyskomfort podczas ich konsumpcji)

Gagat i jej refleksja:
Chińczycy to mają źle… Tam mieszkają złe zwierzęta.
Ja:Jakie?
G: Jadowite węże.

Rano tata smaży naleśniki. Rozpoczyna się kłótnia między dziećmi o to, czy naleśniki mają być grube, czy cienkie. Gagat chce cienkie i już! Dżunks chce grube. Tata robi 2 rodzaje. W końcu Gagat zjada grubego i odchodzi od stołu. Tata: Nie chcesz już więcej? Czemu nie jesz cienkich? G: Najadłam się. Tata: A czy następnym razem będę mógł zrobić tylko grube? Gagat: Chyba cienkie?!!!

W łazience po kąpieli Gagat prosi mnie o ręcznik i mówi: Przewiąż mi go o tak, żebym miała taką suknię, jak królewna. O! Jeszcze tu mój pantofelek się wala .Zabiera z podłogi skarpetokapcie i próbuje je wcisnąć na wilgotną jeszcze stopę. Prowokuję ją nieco z przymróżeniem oka: Może Ty nie jesteś tą królewną, skoro nie dajesz rady wcisnąć tych pantofelków…? Jestem, jestem! Stękając z wysiłku odpowiada Gagata.

Gagat: Czy woda to picie?
Ja: Tak
G: To my się kąpiemy w piciu???

Dżunks jest uwrażliwiany przez nas na to, żeby przepuszczał Gagatkę ( i wszystkie dziewczyny) w drzwiach i nie tylko, wyciągał pomocną dłoń, żeby dawał jej pierwszeństwo – był po prostu dżentelmenem ( skoro ich nie ma na Świecie, to trzeba ich wyprodukować). Gagatce pomyliły się kiedyś pojęcia i chcąc pochwalić brata za dobre sprawowanie, powiedziała: Mamo, Dżunks był przystojny i podał mi rękę i pomógł wejść na górę!
Innym razem Gagat wykorzystała swoje przywileje i oznajmiła bratu ustaloną przez siebie kolejność grania w planszówkę: Najpierw będą dziewczyny, czyli ja i mama, a potem będziesz ty. Pogodzony z losem Dżunks odpowiada: No dobrze, jakoś to przeżyję.

Dżunks z Gagatką przyglądają się dużej musze, zatłuczonej przeze mnie kapciem:
Gagat ( która nie przepada za owadami) mówi do brata: Ładniej wygląda jak jest zabita co nie?

Gagat wsuwając poziomki i chcąc przy okazji pochwalić się przede mną swoją wiedzą dotyczącą profilaktyki zdrowotnej odparła: Musimy napychać się zdrowymi rzeczami, żeby być zdrowi, prawda?

Innym razem zdrowa zupa brokułowa, którą dostała w przedszkolu, nie zrobiła na niej już takiego prozdrowotnego wrażenia i określiła ją jako: Ziemiste bagno.

Gagat: Ciocia, zgadnij czy to są skarpetki, czy rajstopy?
Ciocia: Rajstopy.
Gagata: Skąd wiesz?
Ciocia: Bo rajstopy zakłada się na pupę.
Gagat: Nie rozumiem Cię… Ale sama siebie też czasem nie rozumiem…

Tłumaczyłam pewnego dnia Dżunksowi, dlaczego nie wysyła się teraz ludzi w kosmos, tylko maszyny. Mówiłam mu, że to co jest „ blisko” jest już zbadane, a gdyby polecieć dalej – to takie to są odległości i przestrzenie, że człowiek spędziłby w rakiecie bardzo dużo czasu, nawet całe życie. A on na to: ( zauważając pominięty wcześniej przez NASA szczegół): No i taki kosmonauta nie mógłby dostać prezentu na urodziny!!!

Dżunksowi wypadły 2 mleczne zęby. Wsadził je sobie pod poduchę oczekując na przybycie Wróżki Zębuszki, z kasą. Przyleciała. Zabrała zęby i zostawiła dwie pięciozłotówki. Zsunęły się jednak gdzieś po pościeli. Rano Dżunks czem prędzej zagląda pod poduchę i krzyczy: O nie! Gdzie są moje zęby?! Zabrała zęby i nie zostawiła pieniędzy!!!

Gagat głaszcząc kota sąsiada wyraziła iście stylową myśl: Czym więcej futra, tym bardziej puszysty.

Dżunks składając babci życzenia z okazji jej urodzin: Babciu! Zdrowia, szczęścia, a jak zachorujesz, to żebyś nie umarła.

Poszłam z Dżunksem na spacer po parku. Widzieliśmy tam pana, który korzystajac z ruchliwości swojego psa, robił sobie przebieżki w tę i z powrotem po jednej z alejek. Dżunks siedział ze mną na ławce i przyglądając się jego wysiłkom powiedział: Ten pan wciąż biega. Od początku do końca, od początku do końca. Można szału dostać!

Czytam i tłumaczę z angielskiego  napis, który Gagat ma na koszulce: Follow your heart. Gagat, to znaczy: Podążaj za swoim sercem – mówię. A Gagat na to: Jak można podążać za sercem, skoro serce jest zawsze w tym samym miejscu?

Gagat bawiąc się pluszakami, mówi: Ja będę dentystką i będę leczyć im zęby.
Ja: A jak się Pani nazywa? Pani dentystko?
Gagat: Hędoria Zębina.