sielanka

Niedzielny leniwy poranek. Tata robi dla dzieci ich ulubione naleśniki. Wszyscy zadowoleni: proszę, dziękuję, przepraszam, ą i ę. Gagat nawet serwetki rozłożyła… Kucharzowi spłynęło śmiesznie ciasto po patelni tworząc jakby „ząbki”. Zażartowałam, że teraz jemy naleśniki z włosami. Kto chce? Oboje chcieli. Aż za bardzo chcieli. I nagle… sielankę szlag trafił.  Rozpętała się awantura o naleśniki z włosami: Kto ma dostać pierwszy i kto dostał więcej, że tego i nie innego chcą i że już, teraz, natychmiast! „Zwykłe”, idealnie okrągłe, nie za gorące, bo usmażone już naleśniki były teraz niejadalne. Podniosła się wrzawa, po której zazwyczaj nasz sąsiad z uśmiechem  pyta: Kiedy wreszcie przestaniemy bić te dzieci? Na szczęście ojciec nadążył z produkcją owłosionych specjałów, a dzieciom włos z głowy nie spadł. Boję się tylko kolejnego niedzielnego poranka. Może nadmierna kreatywność nie jest wskazana?;-)

 P.S. Dobrze, że nie zauważyli, że ten naleśnik miał dwoje oczu i uśmiechał się…