All posts by agrestiaczek

Koń jaki jest każdy widzi

Wszyscy nas lojalnie ostrzegali: „Kiedy pojawią się dzieci w waszym życiu – Świat wywróci się do góry nogami” i „nic już nie będzie takie samo”. I rzeczywiście, mieli rację. Kiedyś, wchodząc do domu, mijałam zwykłe przedmioty codziennego użytku: Stół, fotele, szafę, czasem o jakieś pudło czy taboret się potknęłam, wypijałam herbatę z kubka, zapalałam lampę, gdy było ciemno – ot, codzienne rzeczy, których się nie zauważa. I nie mówi się o nich, bo po co? A teraz, gdy są dzieci – zaczynamy uważniej przyglądać się otaczającej nas rzeczywistości, ponieważ  nic nie jest już takie oczywiste. Małolaty przeciągają nas na drugą stronę lustra. Gdy dzisiaj wchodzę do domu, mijam… sanie Św. Mikołaja ( nie fotele, dobrze mówię: Sanie!), z kuchni uśmiecha się do mnie kubek ( a może to tylko gumki recepturki nałożone przez Gagatę? Nie, to kubek ma dziś dobry dzień:-)), odwieszam ubranie do szafy i znikam w przepastnej windzie, którą mknę niczym Ferdynand Wspaniały coraz wyżej i wyżej. Wchodzę do pokoju dzieci i widzę system korytarzy i podziemnych tuneli, które wiodą mnie w kierunku światła. Podgrzewającego galaretkę… Jeśli chcę wrócić do kuchni, mogę zawsze wsiąść na konia, chwycić za lejce i jednym śmigiem znaleźć się przy garach, które… Czy to aby na pewno garnki? A nie przypadkiem instrumenty perkusyjne?
Dzięki Dżunksowi i Gagatowi moja błoga schizofrenia pogłębia się z dnia na dzień. Nie jestem już, tak jak kiedyś pewna, czy koń jest taki, jak go widzimy. Ostatnio – spacerując z Gagatą warszawską ulicą, natrafiłam na ciekawy przypadek wyfiokowanej damy, chyba starszej – ale zadbanej , z fryzurą prosto z najlepszego salonu. Siedziała z wyniosłym wyrazem twarzy za kierownicą ekskluzywnego auta i nie zwracała na nas uwagi. Taka dama. Bo to dama była, prawda? 😉pudel 1 z pudel 3 z

 

A tymczasem w domu…wita nas…JELONEK

jelonek z

i ciepła strawa w postaci podgrzanych specjalnym podgrzewaczem chrupków oraz galaretki

chrupki z galaretka z

dla zwierząt ( których chyba nie mamy w domu…chyba…) też coś się znajdzie. Myślicie, że to kasztany w kolorowych miskach? Otóż nie – to mięso dla pupilów.

mieso dla zwierzat z

i tak jak wspominałam – u nas można przemieszczać się windą:

winda z

oraz konno:

kon z lejcami z

przejść się podziemnymi korytarzami:

system kanalow i przejsc podziemnych z

zjeść kawałek dobrego tortu:

tort z 

a dla odważnych jest spadochron, dla modnisi – długa nowoczesna suknia, dla koni – tunel:

karimata z

gdy  zajrzymy do szafy – możemy zobaczyć… prawidła do butów? Skądże! To Pip i Pop we własnej osobie!prawidla do butow z pip i pop z

 

Ciekawie jest po tej drugiej stronie lustra, prawda? Trzeba mieć serce z kamienia, żeby nie docenić  możliwości przebywania wśród tylu atrakcyjnych i wielofunkcyjnych przedmiotów 🙂

serce z kamienia z

Tekściarze, cz. II :-)

Dzisiaj bez zdjęć. Słowo pisane, a kiedyś wypowiedziane przez moich Złotoustych. Podzielę się tu rozczulającymi mnie mądrościami ludu małoletniego – tymi sprzed kilku lat ( ostatnio znalazłam kilka swoich notatek) i tymi bardziej aktualnymi, które zbieram w niebieskim notesie, dla potomności 🙂

Ja: Dżunksik, jakie zwierzątka skaczą po drzewach?
Dż: e……( myśli)
Podpowiadam mu: Ma….?
Dż: łpa!
Ja: Dobrze i jakie jeszcze?
Dż: eeee….
Ja: Wie…..?
Dż: loryb!

Dżunks na jakimś kiermaszu dostał firmowy notesik od właścicielki stoiska. W domu nadarzyła się okazja, żeby mu o tym przypomnieć:
Dżunks, nie rysuj po stole. Od czego masz notes?
Dż: Od pani!

Dżunks, wielbiciel Boba Budowniczego ( w dzieciństwie 😉 obudził nas kiedyś przed 8 rano w niedzielę, stanął na baczność i zakomenderował: A teraz kochani- DO ROBOTY!!!

Innym razem, tuż po przebudzeniu, miał bardzo ciekawą refleksję – patrzy na mnie i mówi z przekonaniem: Ty nie jesteś chłopcem!

Kiedyś Dżunks przyjrzał się uważnie tacie i dziadkowi ( z góry spoglądał) i zauważył, że tata ma taką samą „dziurę” w głowie jak dziadek ( a chodziło o łysinę ;-))

Dziurami były również miejsca parkingowe , więc często pomagając tacie ustawić samochód krzyczał: Tu jest dziura, tu możesz stanąć!

Objawiając Światu swój plan na przyszłość Dżunks powiedział: Ja będę jadł tyle chlebków i tyle buł i tyle chlebków i tyle buł, że będę dorosły aż do sufitu!

Na dźwięk wesołej piosenki z płyty Alibaba i 40 rozbójników Dżunksik odparł: Alibaba jest zadowolona!

Pod wpływem bajki o Bobie Budowniczym Dżunks przez dłuższy czas utożsamiał się z bratem głównego bohatera, który był naukowcem prowadzącym badania na Kole Podbiegunowym. Zapytany na placu zabaw przez nieznaną mu panią o imię, odpowiedział z dużą pewnością siebie: Jestem Tom i mieszkam na Biegunie.

Tata podzielił się z Dżunksem swoimi parówkami. Na to syn do ojca z wdzięcznością odrzekł: Dobry chłopak z Ciebie!
Z podjadaniem tacie parówek z talerza wiąże się charakterystyczne dla Dżunksa, poprawne politycznie : Tato, chcę się podzielić z Tobą parówką ( co oznaczało dokładnie: Oddaj mi swoją parówkę)

Dżunksik: Gdzie jedziemy?
Ja: A zgadnij
Dż: Na plac zabaw?
Ja: Zgadłeś!
Dż: Ale ze mnie dobry zgadnik!

Dżunksa, jak pewnie każdego małego chłopca fascynowały znaki drogowe. Pewnego razu zobaczył znak zakazu parkowania i mówi: To jest zakaz parkowania. Bardzo mi się podoba ten znak. Mogę się na niego pogapić? ( I stanął i się gapił)

Ja: Dżunks, spróbuj założyć Gagacie kamizelkę?
Dżunks patrzy na kamizelkę, na dziury na ręce i mówi: A dlaczego ona ma dwa pojemniki na głowy?

Ja: Dżunks, jesteś super starszym bratem, tak ładnie opiekujesz się Gagatką. Ja zawsze chciałam mieć takiego starszego brata, jakim jesteś Ty. Tata Dżunsa dodał: Ja też zawsze chciałem…
A dżunks na to bez chwili namysłu: Przecież ja mogę być waszym bratem!!!

Dżunksik zrobił sobie na łóżku skuter z poduszek, tata położył się koło niego chcąc mu poczytać książkę i oparł się całym sobą o te poduchy. Dżunks krzyknął: Tato, udusiłeś mój skuter!!!

Ja: Dżunksik, chcesz herbatki?
Dż: Nie! Mama i tata piją herbatkę. Ja piję picie!

Dżunksik po wizycie u lekarza:
Dobrze się bawiłem!

A teraz zacytuję teksty nieco „dojrzalsze”:-) Z etapu, w którym już na horyzoncie pojawiła się Gagatka, a nawet i ona miała coś do powiedzenia:

Gagat podczas zabawy w biwak:
Nie będziemy polować na zwierzęta, bo zwierzęta mają włosy ( miała na myśli dyskomfort podczas ich konsumpcji)

Gagat i jej refleksja:
Chińczycy to mają źle… Tam mieszkają złe zwierzęta.
Ja:Jakie?
G: Jadowite węże.

Rano tata smaży naleśniki. Rozpoczyna się kłótnia między dziećmi o to, czy naleśniki mają być grube, czy cienkie. Gagat chce cienkie i już! Dżunks chce grube. Tata robi 2 rodzaje. W końcu Gagat zjada grubego i odchodzi od stołu. Tata: Nie chcesz już więcej? Czemu nie jesz cienkich? G: Najadłam się. Tata: A czy następnym razem będę mógł zrobić tylko grube? Gagat: Chyba cienkie?!!!

W łazience po kąpieli Gagat prosi mnie o ręcznik i mówi: Przewiąż mi go o tak, żebym miała taką suknię, jak królewna. O! Jeszcze tu mój pantofelek się wala .Zabiera z podłogi skarpetokapcie i próbuje je wcisnąć na wilgotną jeszcze stopę. Prowokuję ją nieco z przymróżeniem oka: Może Ty nie jesteś tą królewną, skoro nie dajesz rady wcisnąć tych pantofelków…? Jestem, jestem! Stękając z wysiłku odpowiada Gagata.

Gagat: Czy woda to picie?
Ja: Tak
G: To my się kąpiemy w piciu???

Dżunks jest uwrażliwiany przez nas na to, żeby przepuszczał Gagatkę ( i wszystkie dziewczyny) w drzwiach i nie tylko, wyciągał pomocną dłoń, żeby dawał jej pierwszeństwo – był po prostu dżentelmenem ( skoro ich nie ma na Świecie, to trzeba ich wyprodukować). Gagatce pomyliły się kiedyś pojęcia i chcąc pochwalić brata za dobre sprawowanie, powiedziała: Mamo, Dżunks był przystojny i podał mi rękę i pomógł wejść na górę!
Innym razem Gagat wykorzystała swoje przywileje i oznajmiła bratu ustaloną przez siebie kolejność grania w planszówkę: Najpierw będą dziewczyny, czyli ja i mama, a potem będziesz ty. Pogodzony z losem Dżunks odpowiada: No dobrze, jakoś to przeżyję.

Dżunks z Gagatką przyglądają się dużej musze, zatłuczonej przeze mnie kapciem:
Gagat ( która nie przepada za owadami) mówi do brata: Ładniej wygląda jak jest zabita co nie?

Gagat wsuwając poziomki i chcąc przy okazji pochwalić się przede mną swoją wiedzą dotyczącą profilaktyki zdrowotnej odparła: Musimy napychać się zdrowymi rzeczami, żeby być zdrowi, prawda?

Innym razem zdrowa zupa brokułowa, którą dostała w przedszkolu, nie zrobiła na niej już takiego prozdrowotnego wrażenia i określiła ją jako: Ziemiste bagno.

Gagat: Ciocia, zgadnij czy to są skarpetki, czy rajstopy?
Ciocia: Rajstopy.
Gagata: Skąd wiesz?
Ciocia: Bo rajstopy zakłada się na pupę.
Gagat: Nie rozumiem Cię… Ale sama siebie też czasem nie rozumiem…

Tłumaczyłam pewnego dnia Dżunksowi, dlaczego nie wysyła się teraz ludzi w kosmos, tylko maszyny. Mówiłam mu, że to co jest „ blisko” jest już zbadane, a gdyby polecieć dalej – to takie to są odległości i przestrzenie, że człowiek spędziłby w rakiecie bardzo dużo czasu, nawet całe życie. A on na to: ( zauważając pominięty wcześniej przez NASA szczegół): No i taki kosmonauta nie mógłby dostać prezentu na urodziny!!!

Dżunksowi wypadły 2 mleczne zęby. Wsadził je sobie pod poduchę oczekując na przybycie Wróżki Zębuszki, z kasą. Przyleciała. Zabrała zęby i zostawiła dwie pięciozłotówki. Zsunęły się jednak gdzieś po pościeli. Rano Dżunks czem prędzej zagląda pod poduchę i krzyczy: O nie! Gdzie są moje zęby?! Zabrała zęby i nie zostawiła pieniędzy!!!

Gagat głaszcząc kota sąsiada wyraziła iście stylową myśl: Czym więcej futra, tym bardziej puszysty.

Dżunks składając babci życzenia z okazji jej urodzin: Babciu! Zdrowia, szczęścia, a jak zachorujesz, to żebyś nie umarła.

Poszłam z Dżunksem na spacer po parku. Widzieliśmy tam pana, który korzystajac z ruchliwości swojego psa, robił sobie przebieżki w tę i z powrotem po jednej z alejek. Dżunks siedział ze mną na ławce i przyglądając się jego wysiłkom powiedział: Ten pan wciąż biega. Od początku do końca, od początku do końca. Można szału dostać!

Czytam i tłumaczę z angielskiego  napis, który Gagat ma na koszulce: Follow your heart. Gagat, to znaczy: Podążaj za swoim sercem – mówię. A Gagat na to: Jak można podążać za sercem, skoro serce jest zawsze w tym samym miejscu?

Gagat bawiąc się pluszakami, mówi: Ja będę dentystką i będę leczyć im zęby.
Ja: A jak się Pani nazywa? Pani dentystko?
Gagat: Hędoria Zębina.

 

 

 

 

Eko hand made biznes

Dżunksy i Gagaty suszyły mi przez dłuższy czas głowę o suszone jabłuszka. Poszłam ci ja na bazarek, by spełnić zachciankę dzieciątek swoich, a tu pani mnie pouczyła, że takie rarytasy to tylko na Święta sprzedają. Do grudnia Milusińscy by nie wytrzymali – mowy nie ma – trzeba było działać i uruchomić własną przetwórnię. I tak oto pojawiła się u nas w domu wielka maszyna susząca, która zajmuje pół chałupy i nie daje się wepchnąć do żadnej szafki ( nawet po dopchnięciu kolanem). Korzystaliśmy więc na całego. Gdy wyszła pierwsza partia jabłuszek – dzieciarnia tak miło suszyła do owoców zęby, że ich radość rekompensowała nam wszystkie niedogodności związane z dużymi gabarytami suszarki. Rozpoczął się maraton owocowo-warzywny: do maszyny wjeżdżały jabłka, brzoskwinie, nektarynki, śliwki, banany, ananasy, mango, papaje, kiwi, gruszki, pomidory oraz buraki. Eksperymenty trwały cały tydzień, więc nie było szans, żeby któryś z sąsiadów nie zwęszył co się u nas dzieje. Pierwszy westchnął do naszych sucharów Twórca z naprzeciwka. Dżunksy i Gagaty od razu wyczuły interes ( ostatnio sprzedawali rodzicom swym „koktajle” po złotówce) i zaproponowali, że będą sprzedawać również owoce. Podłapałam ich pomysł (niech się szkolą biznesowo) i podsunęłam swój: Zrobimy etykiety na torebki z pożądanym produktem. Moim guru w tym temacie jest koleżanka Kura, która tworzy wierszowane opisy swoich przetworów owocowych na słoiki. My postawiliśmy jednak na projekt graficzny. Odpaliłam komputer i włączyłam dzieciom program do edycji zdjęć ( Pickmonkey), który oferuje przeróżne „bajery” do ozdabiania fotografii lub innych projektów typu zaproszenia, bileciki, wizytówki. Bazą były przygotowane wcześniej przez Gagata i Dżunksa rysunki owoców. Do nich dobierali czcionkę, tło, ramki i dodatki ( przy nich mieli największą radochę). Pomagałam im od strony technicznej, ale pomysły podsuwali  sami 🙂

Poniżej 4 projekty etykiet ( ostatni –wspólny, ćwiczebny)

projekt nr 1 pmz projekt nr 2 pmz projekt nr 5 pmz projekt nr 4 pmz projekt nr 3 pmzA to projekty bazowe:

owocki Gagaty pmz owocki Dzunksa pmz

 

A teraz pora na finansowe podsumowanie naszych wysiłków biznesowych: Na owoce wydaliśmy około 100 zł. Z naszych odłożonych ( niezjedzonych przez pracowników firmy) suszków można było zrobić 9 torebek po 50 g, za torebkę przysmaków płacono od 3 zł do 10 zł ( od sąsiadów nie zdzieraliśmy, ale Dziadek i ciocia Ola musieli wyskoczyć z kasy). Po dogłębej analizie wydatków ( owoce, torebki foliowe, prąd, tusz do drukarki, czas, papier naklejkowy, praca – mycie, obieranie, krojenie, układanie) i wpływów, mogę z radością obwieścić, że jesteśmy “do przodu” o jakieś minus 100 zł 🙂 Ale… to wszystko takie bezcenne… Za wszystko inne zapłacimy kartą, albo wyjmiemy sobie z bankomatu 😉

Gagat uklada pmz suszy sie kolaz pmz suszarka pmz koszyczek pmz

Alternatywy 4

Kto pamięta betonowe osiedle z lat 80-tych i szary blok, przy ulicy Alternatywy 4, w którym mieszkało wiele kolorowych postaci? Sąsiadów tworzących wspólnotę mieszkaniową, walczących z cieknącymi kranami, prusakami, hałasem, z gospodarzem, fachowcami i innymi przeszkodami natury ludzkiej i technicznej, które nie dawały człowiekowi spokojnie żyć. Czasy się zmieniły, choć większość z nas, mieszczuchów, nadal mieszka w blokach z dziesiątkami, a nawet setkami sąsiadów za ścianą. Dla jednych jest to nie do zniesienia ( choć dziwi mnie, że nie podejmują próby przeprowadzenia się w rejony mniej zaludnione), innym wszystko jedno ( co widać najczęściej w windzie, gdy nasz sąsiad wpatrzony jest w czubki swoich butów i za zbędny wysiłek uznaje zwykłe „dzień dobry”), a jeszcze inni, tak jak to było na Alternatywy 4 – są bardzo zaangażowani i działający.

O naszej wspólnocie sąsiedzkiej można by napisać pracę magisterską na wydziale socjologii. Żyjemy mniej-więcej w tym samym składzie, w jednym niewielkim budynku, już od 10 lat. Znamy się dość dobrze i bardzo lubimy. Obchodziliśmy już niejedne urodziny, imieniny i Sylwestry razem, pożyczamy od siebie proszki do prania, mąkę, cukier, mleko, oliwę, przyprawy, odkurzacze, młotki, wiertarki, pieluchy i wiele innych rzeczy potrzebnych „ na już”, opiekujemy się (w małym wymiarze czasowym) dziećmi, kotami, dajemy korepetycje, udzielamy porad lekarskich, świadczymy usługi  hydrauliczne, informatyczne, oddajemy sobie nieużywane ciuchy… W zasadzie – jesteśmy samowystarczalni ;-)W naszym bloku mieszkają muzycy ( to my :-)), ale też: lekarz, ratownik medyczny, żołnierz, ze 3 nauczycielki, twórca, przewoźnik, trener tajskiego boksu zwany architektem, specjalistka od leasingu, pracownica firmy farmaceutycznej i inni niewiemcorobiący w biurach ludzie, oraz spora gromadka dzieci. Mieliśmy okazję wychodować na naszym sąsiedzkim łonie parę ( panna spod 5 i kawaler spod 17:-)), która spotykała się na naszych imprezach tak ochoczo, że poskutkowało to zawiązaniem węzłów małżeńskich. Nie bez znaczenia był fakt, że warunki do rozwoju ich znajomości stworzyliśmy im komfortowe ;-). Jeśli ktoś ma ochotę mieszkać w tak sympatycznym miejscu – dajcie mi znać: Sąsiad właśnie sprzedaje mieszkanie 🙂

Nasze dzieci wychowują się w dobrosąsiedzkiej atmosferze i do wielu naszych ziomków zwracają się per wujku lub ciociu. Poniżej Dżunksowa i Gagatowa interpretacja tematu: „Osiedle mieszkaniowe”, z bogactwem sąsiedzkich osobistości: Od rodzin z dziećmi, urokliwych panien pielęgnujących kwiatki w doniczkach i hodowców zwierząt po dziwolągi z krainy Chima ( dlaczego nie miałyby mieszkać w apartamentowcach?). Niektóre okna przysłonięte są kolorowymi roletami. Pustostanów nie ma 🙂
Do stworzenia domków użyliśmy takich tekturowych resztek-okienek po jakiejś grze planszowej. Reszta to wzorzysty papier, rysunki oraz przeróżne ozdoby. Acha – i trochę filcu na drzewka i chmurki.

 kolaz z domkow 6 zkolaz z domkow 1 zkolaz z domkow 3 zkolaz z domkow 4 zkolaz z domkow 2 zkolaz z domkow 5 zkolaz z domkow 7 z

Pomysłowy Dobromir part 1.

“Mamo, my nigdzie nie wyjeżdżaliśmy na wakacje!”  – Oburzył się Dżunks, niemiło zaskoczony nadejściem 1 września, przerywającego mu beztroski czas relaksu. Zamiast gadać, ględzić i pouczać, przedstawiłam więc Dżunksowi materiał dowodowy w postaci zdjęć, na których widać jak na dłoni, że z domu się nieco ruszyliśmy. Nie dziwię się jednak jego zarzutom – dzieci miały po prostu ” ręce pełne roboty” i mogły nie zauważyć , że lato ot tak – minęło…Matka kreatywna nawet nie musiała się starać – syn i córa wychodowani na dużej ilości kredek, farb, ciastoliny, papieru kolorowego oraz całej masy przydasiowych gadżetów, sami zapewniali sobie rozrywki. Moja funkcja ograniczyła się do obserwacji jednym okiem. Mam więc po wakacjach bardzo wypoczęte oko drugie.

A oto przegląd dzieciowych pomysłów na zabawy, które świadczą o tym, że wakacje można uznać za udane. Zdjęć jest duuuuuuuuuużo, więc dzielę je na dwie części. Pierwszą można oglądać jednym okiem, a drugą – drugim, nieco później, żeby się nie zmęczyć 😉

Hitem przełomu czerwca i lipca było u Dżunksa i Gagata łażenie po drzewach.  W doborowym towarzystwie zaprawionych w boju: Majki i Grzesia. Gagat tylka raz spadła, ale udało jej się zawisnąć na cienkiej gałązce i szybko wezwać posiłki.

na drzewie

Pomysłowa Majka z pomysłową Gagatką znalazły wspólny język i przeniosły się na parę chwil do Świata królewien i dwórek:

krolwa i dworka kolaz z

Innym razem, w tym samym miłym towarzystwie ( Majka i Grześ), moja dziatwa zajęła się wychrupywaniem dziur w andrutach. Zużyli około 20 okrągłych kawałków i stworzyli m.in. okulary, koło zębate, słońce, oraz wafelkową garderobę składającą się z majtek, spódnicy, butów,  i skarpet.

andruty kolaz z

Majka i Grześ okazali się też wdzięcznymi kompanami podczas prób pisarskich. Na zielonej trawce, pod lipą wręcz, powstały 4 mini książeczki o bardzo atrakcyjnej treści. Z tego co pamiętam, były tam opowieści o najmniejszej i największej dziewczynce na Świecie. Pisarze byli bardzo płodni – zapisywali średnio 2 kartki w 30 sekund, przegryzając w międzyczasie jabłka.

pisanie ksiazeczek kolaz z

W lipcu przenieśliśmy się na inną, również zieloną, a dodatkowo ukwieconą trawkę. Ten dodatek szczególnie przypadł do gustu Gagacie i jej pasją stało się wyrywanie polnych kwiatków. Babcia pozwoliła wyrywać też te ogrodowe, więc był szał i preparowanie kolorowych, pachnących mikstur, urodzinowych tortów i zup kwiatowych, oraz tworzenie bukiecików . Tu pomocny i chętny do pracy okazał się Jaś.

mikstura kolaz z

koszyczki kwiatowe kolaz z

Jako matka ponoć kreatywna, nie chciałam się zanadto narzucać ze swoimi wszędobylskimi kredkami i farbami i pozwolić dzieciom wybiegać się do woli, po łąkach, kniejach i borach. Ku mojemu zdziwieniu, zapragnęli jednak realizować się artystycznie również podczas wakacji i gdzie tylko mogli zostawiali ślady swojej twórczej bytności:

malunki kolaz zukladanki kasztanowe i kulkowe kolaz z

Pomysłowy Dobromir. Part 2. Dla wytrwałych 🙂

 Kiedy przyjechaliśmy na czwartą z kolei zieloną trawkę, dzieci powiedziały “dość” świeżemu powietrzu, przyrodzie, kwiatkom i ptaszkom – wsiadły do samochodu i zatrzasnęły za sobą drzwi. A ponieważ miały dobre towarzystwo – siedziały w tym samochodzie kilka godzin z przerwami na najpotrzebniejsze sprawunki i spełnianie zachcianek mamy, bo np. obiad trzeba było zjeść… Co tam w środku tego pudła na kółkach działo się przez ten długi czas – nie sposób spisać. Zresztą, nawet do końca nie wiem, podglądałam je wtedy znad książki. Wybiórcze zdjęcie, zrobione w wybranym momencie mówi mi, że samochód służył na przykład za szpital:

szpital na kolkach kolaz z

Był też czas na kreatywne budowle z ulubionych klocków. Nie nadążałam z obstrykiwaniem miasteczek lego, ale sfotografowałam inne: Basen ze zjeżdżalniami i brodzikiem dla piesków zrobiony z plusikowych klocków ( Zwróćcie uwagę na pływaków, elegancko podnoszących odnóża podczas pływania na plecach) oraz seria ptaków, zbudowanych z klocków o nieznanej mi nazwie. Ptak Gagaty był oswojony i siadał jej na ramieniu, a Dżunksowy wyjadał bób z ust właściciela. Rysunek przedstawia natomiast instrukcję : “Jak zbudować pająka z klocków lego”.

basen pop z

klocki kolaz z

Zwierzątka to ulubiony motyw w zabawach moich dzieci,  dlatego były pod dużym wrażeniem, kiedy zobaczyły, jak dwie nieznane im dziewczynki budują z kamyków domek dla piesków i kotków. Na zdjęciu poniżej jest mieszkanko z sypialnią i kamiennym łóżkiem dla zwierzaków. Na wyposażeniu były nawet poduszki. Nieco twarde, ale pomysłowe 😉 Zainspirowana Gagata natychmiast musiała stworzyć własne mini kotki, a użyła do tego woskowej skórki po serze.

kotki kolaz z

Bywały w wakacje również przerwy na przepakowanie się, więc między jedną, a drugą zielona trawką lądowaliśmy na chwilę w domu. Czy dzieci się wtedy nudziły? Podobno robią to tylko podczas deszczu, a lato było w tym roku całkiem całkiem 😉 Oto już ostatnie fotograficzne wspomnienia moich Pomysłowych Dobromirów. Może nie najwyższych lotów 😉 ale co tam, właśnie takie wywołują u nich największy uśmiech na twarzy 😀

1. “Mamo, przeczytaj mi to słowo”. 2. Sanie św. Mikołaja ( co z tego, że w sierpniu?) 3.  Lemoniadki, koktajle ( musieliśmy z ojcem wypić, choć nie były to rozkosze podniebienia) 4. Turbo soczek

pomysly  nr 2 pop z1. koronacja kota Białki ( na głowę wkładano flagę polską + zegarek) 2. uśmiechnięty kubek. 3. dziwna wysypka. 4. domek z papieru toaletowego. 5. motor z przyczepką (zrobiony z deski do prasowania). 6. kotki z rolek po ręcznikach papierowych.

pomysly kolaz z

 

 

Macho

Ostatnie 3 tygodnie upłynęły nam pod znakiem psa. Znajoma potrzebowała znaleźć tymczasowy dom dla swojego ukochanego chihuahuły, na 21 dni. Zostaliśmy uhonorowani możliwością opiekowania się uroczym stworzeniem, na którego widok co druga osoba na spacerze uśmiecha się, zagaduje, lub pieje z zachwytu. Zadanie bardzo odpowiedzialne, ponieważ właścicielka kocha swojego psa jak własne, trzecie dziecko. Trzeba więc było wyedukować dziatwę na okoliczność sprawowania pieczy nad Macho ( to jego dumne imię). Z pozoru nic prostszego – kochają zwierzęta, zawsze marzyli o własnym, więc nadzór nad pieskiem nie przysporzyłby problemów, ale dostarczył Dżunksowi i Gagacie czystą radość… Oczekiwania dzieci wobec czworonoga okazały się jednak nieco inne, niż rzeczywistość. Może dla Dżunksa zaskoczenie było nawet większe niż dla Gagaty, ponieważ ona raczej z dystansem i delikatnością podchodziła do zwierza, natomiast jej brat miał ochotę na prawdziwą męską przyjaźń z psem: na wspólne biegi i wyścigi, rzucanie mu patyka, kopanie piły, ugniatanie, przyciskanie, przewalanie, tarmoszenie i zapasy… a Macho, jak to Macho… najchętniej spędzałby czas złożywszy swoją dupkę na miękkiej poduszce ( wybierał zawsze te najlepsze:-)) i po prostu wyglądał. Na dodatek pies naprawdę nie był zainteresowany młodszym pokoleniem naszej rodziny – już pierwszego dnia pobytu u nas, dopuścił się zdrady i pokochał swoją nową ( nie wiedział, że tymczasową) właścicielkę na zabój. Chodził za mną krok w krok niczym agent 007 i rzucał mi swoje wiernopoddańcze spojrzenia. Dżunks nie mógł pojąć i zaakceptować tej sytuacji i stale prosił mnie o nawrócenie Macho na jedyną i słuszną – według jego przekonania – drogę bycia psem. Po wielu próbach pozyskania zwierzaka na kumpla dla siebie (grał z Macho w karty, cierpliwie głaskał go po brzuchu, podrzucał dodatkowe kąski, a nawet ochrzcił, przy pomocy znalezionej na spacerze gałązki z wyschniętymi liśćmi), nadszedł okres rezygnacji i zniechęcenia. Oj długie i częste rozmowy prowadziłam z Dżunksem, uświadamiając mu jak to jest z tymi psami…że różne mają charaktery, że trzeba zrozumieć i dać trochę wolności, wykazać się wyczuciem… i mam tylko nadzieję, że dzięki obecności Macho u nas i tych litrów mądrości, którą wlałam do głowy synowi – w przyszłości on sam nie będzie Macho;-)

Macho the king z

Macho  - kolaz 2 zMacho - kolaz 1 zz

A teraz chciałam ogłosić przerwę w nadawaniu, ponieważ Dżunksy i Gagaty mają wakacje, a ich mama nie będzie teraz pisać bloga, tylko popylać na zielonej trawce razem z nimi, oraz prowadzić dyskusje o Wszechświecie ( tak jak dzisiaj), tak więc… chociaż wrażeń i doświadczeń już nazbierało się moc, a aparat pęka w szwach od zdjęć –  robimy mały rozwód z komputerem i zapraszamy na powakacyjny przegląd zdarzeń. Pozdrawiamy i życzymy wszystkim udanego, kreatywnego odpoczynku!

Dziękujemy! 😉

Brawa! zzaraz wracamy z