Category Archives: dziecięca filozofia

Macho

Ostatnie 3 tygodnie upłynęły nam pod znakiem psa. Znajoma potrzebowała znaleźć tymczasowy dom dla swojego ukochanego chihuahuły, na 21 dni. Zostaliśmy uhonorowani możliwością opiekowania się uroczym stworzeniem, na którego widok co druga osoba na spacerze uśmiecha się, zagaduje, lub pieje z zachwytu. Zadanie bardzo odpowiedzialne, ponieważ właścicielka kocha swojego psa jak własne, trzecie dziecko. Trzeba więc było wyedukować dziatwę na okoliczność sprawowania pieczy nad Macho ( to jego dumne imię). Z pozoru nic prostszego – kochają zwierzęta, zawsze marzyli o własnym, więc nadzór nad pieskiem nie przysporzyłby problemów, ale dostarczył Dżunksowi i Gagacie czystą radość… Oczekiwania dzieci wobec czworonoga okazały się jednak nieco inne, niż rzeczywistość. Może dla Dżunksa zaskoczenie było nawet większe niż dla Gagaty, ponieważ ona raczej z dystansem i delikatnością podchodziła do zwierza, natomiast jej brat miał ochotę na prawdziwą męską przyjaźń z psem: na wspólne biegi i wyścigi, rzucanie mu patyka, kopanie piły, ugniatanie, przyciskanie, przewalanie, tarmoszenie i zapasy… a Macho, jak to Macho… najchętniej spędzałby czas złożywszy swoją dupkę na miękkiej poduszce ( wybierał zawsze te najlepsze:-)) i po prostu wyglądał. Na dodatek pies naprawdę nie był zainteresowany młodszym pokoleniem naszej rodziny – już pierwszego dnia pobytu u nas, dopuścił się zdrady i pokochał swoją nową ( nie wiedział, że tymczasową) właścicielkę na zabój. Chodził za mną krok w krok niczym agent 007 i rzucał mi swoje wiernopoddańcze spojrzenia. Dżunks nie mógł pojąć i zaakceptować tej sytuacji i stale prosił mnie o nawrócenie Macho na jedyną i słuszną – według jego przekonania – drogę bycia psem. Po wielu próbach pozyskania zwierzaka na kumpla dla siebie (grał z Macho w karty, cierpliwie głaskał go po brzuchu, podrzucał dodatkowe kąski, a nawet ochrzcił, przy pomocy znalezionej na spacerze gałązki z wyschniętymi liśćmi), nadszedł okres rezygnacji i zniechęcenia. Oj długie i częste rozmowy prowadziłam z Dżunksem, uświadamiając mu jak to jest z tymi psami…że różne mają charaktery, że trzeba zrozumieć i dać trochę wolności, wykazać się wyczuciem… i mam tylko nadzieję, że dzięki obecności Macho u nas i tych litrów mądrości, którą wlałam do głowy synowi – w przyszłości on sam nie będzie Macho;-)

Macho the king z

Macho  - kolaz 2 zMacho - kolaz 1 zz

A teraz chciałam ogłosić przerwę w nadawaniu, ponieważ Dżunksy i Gagaty mają wakacje, a ich mama nie będzie teraz pisać bloga, tylko popylać na zielonej trawce razem z nimi, oraz prowadzić dyskusje o Wszechświecie ( tak jak dzisiaj), tak więc… chociaż wrażeń i doświadczeń już nazbierało się moc, a aparat pęka w szwach od zdjęć –  robimy mały rozwód z komputerem i zapraszamy na powakacyjny przegląd zdarzeń. Pozdrawiamy i życzymy wszystkim udanego, kreatywnego odpoczynku!

Dziękujemy! 😉

Brawa! zzaraz wracamy z

Tekściarze

 

Oddaję głos dzieciom. Otwieram mój notesik i przedstawiam „Złote Myśli”  Dżunksa i Gagata z różnych etapów „twórczości” . Nic dodać, nic ująć. 🙂

pik notes 2 zzz

Dżunks: Możemy pojechać do cioci Oli?
Tata: Nie, bo jest chora
-dlaczego?
-przeziębiła się
-dlaczego?
– …nie założyła ciepłych rajstop, zmarzła i się przeziębiła
– a może kupimy cioci rajstopy?

Dżunks: Ten kot nas nie lubi
Ja: Nie, on tylko się boi, bo wiele dzieci ciągnie koty za ogony i potem się te koty boją
-Sid ciągnął kota za ogon ( czarny charakter z Toy Story), ale my jesteśmy Polakami i nie ciągniemy kotów za ogony!

Dżunks jako starszy brat stanął na wysokości zadania i poinformował Gagatkę o rzeczy podstawowej:
– Jestem twoim bratem, wiesz?
– A ja twoją braciszką! ( Z dumą odpowiedziała Gagata)

Gagat gadając do siebie objawiła Światu swoją hierarchię ważności:
-Zjemy czekoladkę. Mama zje, tata zje, Dżunksik zje, ciocia Ola zje i piesek.

Dżunks: Czy my jestesmy zrobieni z kości, skóry i wody?
Ja: Tak, ale jeszcze… ( i tu postarałam się wymienić resztę)
-Dżunks po chwili zastanowienia:
– Ale i tak najważniejsze są nogi! Bo gdyby nikt nie miał nóg, to nikt nie mógłby do pracy chodzić!

Gagat wsadzając sobie łyżkę do buzi:
– Mamo, ja sobie podważę ząbki!

Dżunks wyraził swoją dezaprobatę dla naszych wnętrzarskich działań. Jego szafka z ubraniami została przesunięta mniej więcej metr dalej:
– Szkoda, że ta szafka stoi dalej. Będę musiał do niej dłużej iść…

Gagat wychodząc ze swojego pokoju:
– wyniosę się stamtąd, bo tam jest polowanie

Dżunks:
– Mamo, a czy jak wrócimy z basenu, to mi narysujesz takiego dużego Pana Boga na komputerze?

Gagat, jutro idziesz do przedszkola
– ale ja nie chcę
-przeciesz ty bardzo lubisz bawić się z dziećmi
-ale ja już nie jestem zainteresowana zabawą

Babcia do Gagaty: Gdzie jest żółta skuwka?
– nie wiem, ale ja się położę i zastanowię się dlaczego jej nie ma

Gagat, czym bawiłaś się u Krzysia na urodzinach?
– piłkami. Byłam szalona i bardzo polubiłam to życie! ( odpowiedziała wzdychając do swoich wspomnień)

Opowiadałam Dżunksowi o tym, że komórka mamy łączy sie z komórką taty i w tych komórkach jest dużo informacji przekazywanych od rodziców dla dzieci. Wytężałam się, żeby w prosty sposób przekazać mu to co wiem o genetyce, a on na to:
-a jakiego koloru są te komórki?

Dżunks grał w grę z Ciekawskim Georgem na komputerze. Gagat też chciała, ale nie szło jej posługiwanie się myszką. W końcu zdenerwowana i zniechęcona mówi:
– nic nie widzę bez okularów. Muszę pójść po okulary!

Gagat z Dżunksem ucięli sobie edukacyjną pogawędkę podczas rysowania:
Gagat: Nie wolno wychodzić za linię!
Dżunks: Wolno!
Gagat: U mnie w psedskolu nie wolno!
Dżunks: A u mnie wolno!

Ja: Gagat, co oznacza ten znak drogowy?
ZNAK DROGOWY

 

– zakaz jedzenia lizaków na drodze

Któregoś dnia na spacerze powiedziałam dzieciom, że śluz ślimaków bez skorupek jest toksyczny. Dżunks po jakimś czasie to sobie przypomniał i wyrecytował:
– ślimaki bez skorupek powodują ból organizmu!

Gagat: Mamo, jesteś gapa na schwał!

Gagatka wzięła dynię piżmową, zapakowała ją do swojego łóżka, przykryła kołdrą, założyła okulary przeciwsłoneczne i rzekła do Dżunksa tonem nie znoszącym sprzeciwu: Zaopiekujesz się dzieckiem? Bo ja idę do pracy!

Dżunks był niepocieszony, ponieważ Krzyś nie chciał się z nim bawić Lego Chima. Próbowałam mu wytłumaczyć, że dzieci tak jak i dorośli mają różne zainteresowania, hobby i że Krzyś lubi inne zabawki. A syn mi na to:
– ja mam wiele zainteresowań i dlatego będę kiedyś sławny. Nawet jak ty będziesz jeszcze żyła.

Przyjechaliśmy na działkę.Na „zieloną trawkę”. Zaspany Dżunks wysiada z samochodu. Przeciera oczy i mówi: Czy tę ziemię stworzył Pan Jezus?

Dżunks: Mamo, pokazać ci, że moge zrobić tak z oczami, żeby było widać samo białe?

Ja: Dżunksik, jak ci się udało tak szybko tej piosenki nauczyć?
– dzieci mają takie zdolności.

Gagat: Mamo, jaką mam zrobić minę, żebym wyglądała jak księżniczka?

Dżunks: Mamo, mogę nożyczki?
– po co?
– bo ta szufladka od płyt nie chce się wysunąć więc muszę ją podważyć.

Gagt zobaczyła tatę z gustowną hiszpańską bródką i wąsem i wyraziła swoje zdanie: Wyglądasz jak torebka.

Gagat snuła swoje przemyślenia: Czy powietrze nas dotyka?…Jak powietrze nas dotyka, to możemy się poruszać, a jak nas nie dotyka, to nie możemy się podrapać.

Gagat: Czy mandarynki rosną w Polsce?
– nie
– a jabłka?
– tak
– a pomarańcze?
– nie
– a babany? Banany rosną tam gdzie są małpki, prawda?
– tak
– czyli w Zoo

Dżunks wymyślił kiedyś nowatorską metodę leczenia zapalenia krtani. Gdy pewnego dnia ledwo z siebie wydobywałam głos, zaproponował mi, żebym kupiła muffinki i nachyliła się nad nimi z otwartą buzią. Wtedy wszystkie wirusy rzuciłyby się na ciasteczka wypadając z mojej jamy ustnej i zostałabym z czystym, zdrowym, wolnym od bakcyli gardłem.

Dżunks: jesteśmy dzisiaj tacy grzeczni ( wpadając w samozachwyt)
Gagat: Tacy grzeczni, że aż się Pan Bóg śmieje!