Category Archives: Moje

książkopisanie

„Dzień zapowiadał się wcale niewesoło. Przede wszystkim było pranie! Z korytarzyka przy kuchni buchała na podwórze para i zapach mydlin. Już to jedno może przyprawić każdego psa o mdłości. Ale nie dosyć na tym. Najgorsze było to, że kiedy Katarzyna stała przy balii, broń Boże było pokazać się jej na oczy. O byle drobiazg zaraz gwałt, awantura, wymysły. Ba, i mokrą bielizną można było jak nic oberwać po grzbiecie”

Ach… Wspomnień czar…. 🙂 Powyższy tekst pochodzi z książki „Puc, Bursztyn i goście”, która była jedną z moich ulubionych powieści w dzieciństwie… Czy są tu jakieś dinozaury, wychowane na tej lekturze? Napisana ładnym, ale już niedzisiejszym językiem.  Mając 7, czy 8 lat byłam zafascynowana przygodami wiejskich psów i kotów i  napisałam wtedy pierwszą i ostatnią ( chociaż – nigdy nie mów nigdy ;-)) w moim życiu powieść, która nie przetrwała niestety kilku przeprowadzek. Dla ludzkości ta strata jest jednak niewielka, ponieważ moje wysiłki pisarskie były klasycznym plagiatem wspomnianego tytułu. Zresztą – nigdy nie przepadałam za pisaniem. Może dlatego, że mój tata się tym parał i za wyjątkowo nudne zajęcie uważałam spędzanie czasu w pozycji siedzącej i wystukiwanie rytmów na maszynie do pisania. Gdy byłam licealistką, szkoła udowodniła mi, że pisanie nie jest warte zachodu – mój tata ( wg mnie znający się na rzeczy i kreatywny), poproszony przeze mnie o pomoc w napisaniu dwóch wypracowań ( już teraz mogę się do tego przyznać ;-)): „Opowieści o rycerzu średniowiecznym”, oraz rozprawki z historii p.t. „Bić się, czy nie bić?” , otrzymał za swoje prace dwie piękne tróje, z plusami, na pocieszenie 😉 Dało mi to do myślenia i za niewymuszoną niczym pisaninę wzięłam się dopiero tworząc tego właśnie bloga:-) Sama nie wiem dlaczego. Chyba jednak geny…
Mimo mojej niechęci do brzdąkania na klawiaturze (ale tylko komputerowej) – bardzo ucieszyłam się, gdy zaobserwowałam u moich dzieci zainteresowanie słowem pisanym.   A ponieważ historia kołem się toczy – impulsem do tworzenia pierwszych książeczek były dla Dżunksa i Gagaty również opowieści o psach i kotach. Czytaliśmy już książki o „Bezie, która szuka domu”, o „Kocim taksówkarzu”, o kocim rozrabiaku – Cukierku, o „Kociakach Słodziakach” , psie „Szafirku” i wielu innych biednych, czasem bezdomnych, ale również zwariowanych i wesołych stworzeniach. Stąd prawdopodobnie czerpali inspirację do napisania swoich animalsowych, ilustrowanych dziełek. Oto one:

Dżunksowa opowieść o pieskach

ksiazki 3 zksiazki 11 zA to dzieło Gagaty:

ksiazki 15 zksiazki 14 zksiazki 10 zksiazki 9 zksiazki 8 zksiazki 7 z( Niestety Gagat nie napisała jeszcze dalszej części powieści i obawiam się, że dzieło pozostanie już niedokończone i nie poznamy nigdy jak wyglądał ich samochód…)

 

To już inna ilustrowana opowieść – tym razem Dżunksowa. Odręcznie pisana. Rzecz działa się w psim miasteczku.

kisiazki 13 zksiazki 2 zksiazki 12 zksiazka 1 z

 

A to podobne dzieło Gagaty. Niestety nie chciała spisywać treści, postawiła na przekaz ustny. Z tego, co pamiętam, to na obrazku jest szkoła, 1 smutny piesek pocieszany przez drugiego, samolot, karuzela z bąbelkami, zjeżdżalnie, tory przeszkód, basen i inne atrakcje:

ksiazki 6 zksiazki 5 z  W tym miejscu muszę podziękować Świętemu Mikołajowi za urocze mini naklejki z pieskami, które przywiózł dla moich dzieciaków aż z Anglii. Okazały się bardzo inspirujące!

Dżunks i Gagat zaskoczyli mnie również swoimi próbami kompozytorskimi. Tej pasji im również nie przekazałam, ponieważ jej nie posiadam :-). Syn chlusnął ostatnio taką ilością nut na pięciolinię, że zaczęłam się zastanawiać, czy on się z jakiegoś powodu nie umartwiał, czy nie przeskrobał czegoś, za co teraz dzielnie pokutuje ( bo dla mnie to byłaby kara, takie pisanie), ale nie – dla niego była to czysta radość tworzenia. Skomponował dzieło – a ja z przyjemnością je wykonałam. Przynajmniej próbowałam, ponieważ zapis muzyczny był dość awangardowy. Gagata nie chciała być gorsza i proszę – jej dzieło również z dumą mogę prezentować Światu:

nuty 2 z nuty 1 z a to kompozycja Gagaty:

nuty 3 z

Wszystkie prawa zastrzeżone!!! 🙂

 

syf i malaria

 

Wielkimi krokami zbliża się sezon wzmożonej pracy pralek i odkurzaczy, sezon większego zużycia plastrów opatrunkowych, odplamiaczy i mydeł antybakteryjnych. Częściej będziemy teraz zaszywać dziury w poobrywanych ubraniach oraz wykorzystywać gąbki i tarki do kąpieli. Oczyma wyobraźni widzę już upaprane soczystymi owocami koszulki, skarpetki i buty pełne piachu, który lubi wysypać się akurat w przedpokoju, urwane guziki i nadszarpnięta garderoba, której właściciele beztrosko ganiając po dworze zaczepili się o tę czy inną gałąź lub korzeń, obtłuczone kolana z małymi i dużymi strupami, czarne od brudu stopy, „żałoba”pod paznokciami, lepka od potu i preparatów antykomarowych skóra, posklejane i skołtunione włosy, zadrapania i ukąszenia owadów. Kto może dopuścić się takiego zaniedbania? Otóż – nasi milusińscy, którzy wraz z napływającym ciepłym powietrzem, wypuszczeni w teren przestawiają się powoli na funkcję: Exploration. I na zdrowie! Matka i ojciec jakoś dadzą radę…Zgięci w pół pomogą doszorować i opatrzyć . Nie ma to jak świeże powietrze, woda, piach, błotko i owoce prosto z krzaka! Wtedy to dopiero jest kreatywna zabawa i zbieranie doświadczeń życiowych. Do wakacji jeszcze półtora miesiąca, ale trzeba się psychicznie przygotować :-), bo tak było w zeszłym roku:

blotko 1blotko 3 zblotko 7 zblotko 6 zblotko 5 zblotko 4 zblotko 1blotko z

mycie klapkow 2 z mycie klapkow z mmycie klapkow 3 z

Gagat z piescia z

Piękna Nasza Polska Cała!

 

Prowadząc chór, którego członkowie mają lat 55+, często stykam się z potrzebą wyrażania swojego patriotyzmu przez śpiew. Mamy w repertuarze kilka „klasyków”, takich jak: ‘Ej dziewczyno, ej niebogo”, albo„Czerwone Maki”, ale ostatnio w ręce wpadła mi Pieśń Krajowego Związku Nauczycielsktwa Ludowego Galicji. Oto fragment tekstu:

Hasłom naszym zawsze wierni
Niesiem światło między lud
W drodze naszej pełno cierni,
Życie szarpie nędza, głód.
Lecz nie dla nas płacz niemęski,
Ni zwątpienia cierpki zgrzyt,
Dość tych cierpień, dość już klęski,
Czas już zdobyć lepszy byt!

Taki patos i ta podniosłość są mi tak obce, że chyba nie potrafiłabym tego zaśpiewać. Jako wykształcony muzyk zaczęłabym niechybnie fałszować ;-). Przyglądając się z boku ludziom ode mnie dużo starszym, ich przywiązaniu do ojczyźnianych wartości – zaczęłam zastanawiać się nad edukacją historyczną i patriotyczną, która lada moment czeka moje dzieci w szkole. Dżunks już któregoś dnia przyniósł z zerówki wykuty na blachę wierszyk : „Kto Ty jesteś? Polak mały…” Trochę mnie to nawet wzruszyło( ciut, ciut), a trochę rozbawiło, bo mimo tego, że uważam się za patriotkę, to nie postrzegam mojego kraju przez pryzmat „Orła Białego”. Zastanawiałam się kto w dzieciństwie zaszczepił u mnie miłość do Polski ( a może to nie miłość? Przywiązanie? Sama nie wiem) i doszłam do ciekawych wniosków – prawdopodobnie byli to ciocia i wujek, którzy organizowali dla nas ( moich kuzynów, dla mnie i mojej siostry) krajoznawcze wycieczki. Były to wyprawy na całego! Z przyczepą kempingową, namiotami i materacami. Poruszaliśmy się starym, lekko rozklekotanym samochodem marki NYSA, któremu od czasu do czasu przy większych zakrętach rozsuwały się drzwi. Istny vintage! W naszym wehikule mieliśmy swój mały, przytulny dziecięcy świat- koce, poduchy, kredki, kartki papieru, magnetofon Grundig na baterie, który w kółko odtwarzał Miki Mola oraz piosenki z kasety Między burzą a kałużą. Foteliki samochodowe? Gdzież tam…Leżeliśmy na podłodze obszernego wnętrza Nysy telepiąc się od ściany do ściany, bo wujek lubił sobie żarty robić i prowadząc samochód od czasu do czasu przybliżał nam emocje rajdu Paryż-Dakar. Przeżyliśmy, a dodatkowo zebraliśmy niezliczoną ilość wrażeń. Ze względu na warunki podróżowania mogłabym nawet powiedzieć, że byliśmy wstrząśnięci tym, czego doświadczyliśmy;-) Oglądaliśmy zameczki, pałacyki, stare wieże, kościoły, skanseny, jeziora, rzeki, biwakując głównie w takich rejonach Polski, jak : Podlasie, Warmia i Mazury, Góry Świętokszyskie i Bieszczady. Nie mogę powiedzieć, że dzięki tym wyjazdom przyswoiłam sobie dużą ilość wiedzy historycznej o Polsce, bo nie na informacjach skupia się dziecko, ale może fakt, że tę historię wybrałam później na maturze, może ( choć nie musi) o tym świadczyć. Pamiętam za to drobne, śmieszne szczegóły – zielony, opustoszały kemping w Bieszczadach, gdzie w deszczu, bo tak było fajniej, zbieraliśmy puszki  po napojach, które kolekcjonowali nasi kuzyni . Rzeźbiliśmy też twarze indiańskie w piaskowcu i glinie, gdzieś w Górach Świętokrzyskich, pływaliśmy w najczystszym i naprawdę przeźroczystym jak łza (ówcześnie) jeziorze w Polsce – jeziorze Białym. Muszę chyba powspominać z kuzynami i siostrą stare dzieje… Tak mnie teraz naszło 🙂 Chciałabym, żeby moje dzieci miały tyle samo frajdy z poznawania uroczych zakątków Polski co ja, więc choć all inclusive kusi, to jednak chyba w wakacje ruszymy w polskie góry. Morze już wielokrotnie zaliczone – choć bardzo lubimy tam wracać. W zeszłym roku poza atrakcjami rowerowymi na Pomorzu– wybraliśmy się do Zamku Krzyżackiego w Malborku. Dzieci pamiętaja go do dziś, więc wrażenie na pewno na nich zrobił. Zanim ruszymy- pozapinam je jednak w fotelikach samochodowych…;-)

Jakiś rok temu, kiedy Dżunks chodził jeszcze do przedszkola, zobaczyłam w holu ciekawą wystawę dziecięcych prac wywieszoną dla rodziców. Pożyczyłam rysunki, zeskanowałam i dzisiaj, przy okazji mojego patriotycznego zamyślenia udostępniam internetowo. Zobaczcie, jak dzieci 5-letnie postrzegają Polskę 🙂

Polska 8 z Polska 1 z Polska 11 z Polska 10 z Polska 9 z Polska 21 z Polska 6 z Polska 5 z Polska 4 z Polska 3 z Polska 2 z Polska 12 z Polska 13 z Polska 14 z Polska 15 z Polska 16 z Polska 17 z Polska 18 z Polska 19 z Polska 21 z