Category Archives: rysunki

Parada Kotów

Zaczęło się niepozornie. Gagat narysowała kota, ja dzieło skserowałam i poprosiłam, żeby go pokolorowała. Okazało się, że kredkami, którymi ją poczęstowałam ( a zawsze to, co należy do dorosłych to lepsze i ciekawsze) można kolorować w niekonwencjonalny dla dziecka sposób – trochę tak, jak farbami akwarelowymi. Rozmazałam wszystkie kolory na papierze tworząc paletę i dałam Gagacie pędzelek i miskę z wodą. Takie zamienianie kredki w farbę okazało się dla niej czymś ekscytującym i zamiast pięciu minut działań artystycznych, skończyło się na dwóch uroczych wieczorach przy kotach. Później dołączył do nas Dżunks, któremu ten pomysł również przypadł do gustu i uruchomiliśmy hurtownię kocich obrazów. Dobrze, że sobie zachowałam oryginał. Mogłam go powielać ile dusza zapragnie. A zapotrzebowanie było tak duże, że drukarka już prawie dogorywała. Nasza kocia galeria przypomniała mi w pewnej chwili o ciekawej artystycznej akcji, która miała miejsce kilka lat temu w Warszawie, mianowicie o Paradzie Krów ( Cow Parade). Ta plenerowa wystawa rzeźb organizowana była w wielu miastach na Świecie. Zaczęło się od Zurichu,  w którym na ulicach postawiono kilkadziesiąt modeli krów naturalnej wielkości, pomalowanych i zmodyfikowanych przez miejscowych artystów ale również i dzieci. Ta akcja miała też znaczenie charytatywne, ponieważ większość krów zlicytowano,  dofinansowując miejscowe organizacje pomocowe. Mimo tego, że warszawska Parada Krów odbyła się aż 9 lat temu – było to wtedy na tyle ciekawe i wesołe uliczne wydarzenie, że z sentymentem sięgnęłam do internetu po parę zdjęć. A nasza Kocia Parada? Pewnie na wiosnę również doczeka się swojej wystawy 🙂

koty 11-15 z koty 6-10 z koty 1-5 z Koty 16-20 z

 

krowki fajne 2 z krowki fajne z

Krówki stały sobie na stronie: http://theinspirationroom.com/daily/2011/mu-mu-milk-parade/

 

Eko hand made biznes

Dżunksy i Gagaty suszyły mi przez dłuższy czas głowę o suszone jabłuszka. Poszłam ci ja na bazarek, by spełnić zachciankę dzieciątek swoich, a tu pani mnie pouczyła, że takie rarytasy to tylko na Święta sprzedają. Do grudnia Milusińscy by nie wytrzymali – mowy nie ma – trzeba było działać i uruchomić własną przetwórnię. I tak oto pojawiła się u nas w domu wielka maszyna susząca, która zajmuje pół chałupy i nie daje się wepchnąć do żadnej szafki ( nawet po dopchnięciu kolanem). Korzystaliśmy więc na całego. Gdy wyszła pierwsza partia jabłuszek – dzieciarnia tak miło suszyła do owoców zęby, że ich radość rekompensowała nam wszystkie niedogodności związane z dużymi gabarytami suszarki. Rozpoczął się maraton owocowo-warzywny: do maszyny wjeżdżały jabłka, brzoskwinie, nektarynki, śliwki, banany, ananasy, mango, papaje, kiwi, gruszki, pomidory oraz buraki. Eksperymenty trwały cały tydzień, więc nie było szans, żeby któryś z sąsiadów nie zwęszył co się u nas dzieje. Pierwszy westchnął do naszych sucharów Twórca z naprzeciwka. Dżunksy i Gagaty od razu wyczuły interes ( ostatnio sprzedawali rodzicom swym „koktajle” po złotówce) i zaproponowali, że będą sprzedawać również owoce. Podłapałam ich pomysł (niech się szkolą biznesowo) i podsunęłam swój: Zrobimy etykiety na torebki z pożądanym produktem. Moim guru w tym temacie jest koleżanka Kura, która tworzy wierszowane opisy swoich przetworów owocowych na słoiki. My postawiliśmy jednak na projekt graficzny. Odpaliłam komputer i włączyłam dzieciom program do edycji zdjęć ( Pickmonkey), który oferuje przeróżne „bajery” do ozdabiania fotografii lub innych projektów typu zaproszenia, bileciki, wizytówki. Bazą były przygotowane wcześniej przez Gagata i Dżunksa rysunki owoców. Do nich dobierali czcionkę, tło, ramki i dodatki ( przy nich mieli największą radochę). Pomagałam im od strony technicznej, ale pomysły podsuwali  sami 🙂

Poniżej 4 projekty etykiet ( ostatni –wspólny, ćwiczebny)

projekt nr 1 pmz projekt nr 2 pmz projekt nr 5 pmz projekt nr 4 pmz projekt nr 3 pmzA to projekty bazowe:

owocki Gagaty pmz owocki Dzunksa pmz

 

A teraz pora na finansowe podsumowanie naszych wysiłków biznesowych: Na owoce wydaliśmy około 100 zł. Z naszych odłożonych ( niezjedzonych przez pracowników firmy) suszków można było zrobić 9 torebek po 50 g, za torebkę przysmaków płacono od 3 zł do 10 zł ( od sąsiadów nie zdzieraliśmy, ale Dziadek i ciocia Ola musieli wyskoczyć z kasy). Po dogłębej analizie wydatków ( owoce, torebki foliowe, prąd, tusz do drukarki, czas, papier naklejkowy, praca – mycie, obieranie, krojenie, układanie) i wpływów, mogę z radością obwieścić, że jesteśmy “do przodu” o jakieś minus 100 zł 🙂 Ale… to wszystko takie bezcenne… Za wszystko inne zapłacimy kartą, albo wyjmiemy sobie z bankomatu 😉

Gagat uklada pmz suszy sie kolaz pmz suszarka pmz koszyczek pmz

Alternatywy 4

Kto pamięta betonowe osiedle z lat 80-tych i szary blok, przy ulicy Alternatywy 4, w którym mieszkało wiele kolorowych postaci? Sąsiadów tworzących wspólnotę mieszkaniową, walczących z cieknącymi kranami, prusakami, hałasem, z gospodarzem, fachowcami i innymi przeszkodami natury ludzkiej i technicznej, które nie dawały człowiekowi spokojnie żyć. Czasy się zmieniły, choć większość z nas, mieszczuchów, nadal mieszka w blokach z dziesiątkami, a nawet setkami sąsiadów za ścianą. Dla jednych jest to nie do zniesienia ( choć dziwi mnie, że nie podejmują próby przeprowadzenia się w rejony mniej zaludnione), innym wszystko jedno ( co widać najczęściej w windzie, gdy nasz sąsiad wpatrzony jest w czubki swoich butów i za zbędny wysiłek uznaje zwykłe „dzień dobry”), a jeszcze inni, tak jak to było na Alternatywy 4 – są bardzo zaangażowani i działający.

O naszej wspólnocie sąsiedzkiej można by napisać pracę magisterską na wydziale socjologii. Żyjemy mniej-więcej w tym samym składzie, w jednym niewielkim budynku, już od 10 lat. Znamy się dość dobrze i bardzo lubimy. Obchodziliśmy już niejedne urodziny, imieniny i Sylwestry razem, pożyczamy od siebie proszki do prania, mąkę, cukier, mleko, oliwę, przyprawy, odkurzacze, młotki, wiertarki, pieluchy i wiele innych rzeczy potrzebnych „ na już”, opiekujemy się (w małym wymiarze czasowym) dziećmi, kotami, dajemy korepetycje, udzielamy porad lekarskich, świadczymy usługi  hydrauliczne, informatyczne, oddajemy sobie nieużywane ciuchy… W zasadzie – jesteśmy samowystarczalni ;-)W naszym bloku mieszkają muzycy ( to my :-)), ale też: lekarz, ratownik medyczny, żołnierz, ze 3 nauczycielki, twórca, przewoźnik, trener tajskiego boksu zwany architektem, specjalistka od leasingu, pracownica firmy farmaceutycznej i inni niewiemcorobiący w biurach ludzie, oraz spora gromadka dzieci. Mieliśmy okazję wychodować na naszym sąsiedzkim łonie parę ( panna spod 5 i kawaler spod 17:-)), która spotykała się na naszych imprezach tak ochoczo, że poskutkowało to zawiązaniem węzłów małżeńskich. Nie bez znaczenia był fakt, że warunki do rozwoju ich znajomości stworzyliśmy im komfortowe ;-). Jeśli ktoś ma ochotę mieszkać w tak sympatycznym miejscu – dajcie mi znać: Sąsiad właśnie sprzedaje mieszkanie 🙂

Nasze dzieci wychowują się w dobrosąsiedzkiej atmosferze i do wielu naszych ziomków zwracają się per wujku lub ciociu. Poniżej Dżunksowa i Gagatowa interpretacja tematu: „Osiedle mieszkaniowe”, z bogactwem sąsiedzkich osobistości: Od rodzin z dziećmi, urokliwych panien pielęgnujących kwiatki w doniczkach i hodowców zwierząt po dziwolągi z krainy Chima ( dlaczego nie miałyby mieszkać w apartamentowcach?). Niektóre okna przysłonięte są kolorowymi roletami. Pustostanów nie ma 🙂
Do stworzenia domków użyliśmy takich tekturowych resztek-okienek po jakiejś grze planszowej. Reszta to wzorzysty papier, rysunki oraz przeróżne ozdoby. Acha – i trochę filcu na drzewka i chmurki.

 kolaz z domkow 6 zkolaz z domkow 1 zkolaz z domkow 3 zkolaz z domkow 4 zkolaz z domkow 2 zkolaz z domkow 5 zkolaz z domkow 7 z

Wernisaż

 

Lubimy być chwaleni. Po to między innymi wymyślono lajki na Facebooku – żebyśmy mogli otrzymywać ciągłe pochwały za naszą działalność zawodową ( bo szef pewnie nie jest skory do tego), ale również brawa za to, że… zaparzyliśmy sobie przepyszną kawę, że zrobiliśmy ładne zdjęcie, że przebiegliśmy 10 kilometrów bez zatrzymywania się, że wydziergaliśmy sobie skarpetę na drutach i skleciliśmy samodzielnie szafkę lub stół. Jak dzieci… A dzieci? Też to lubią! Nawet bardzo! W jaki sposób je chwalić, żeby nie rozpuścić, ale żeby jednocześnie czuły się docenione, zauważone i ważne? Maluchom ( tak jak skrycie nam) nigdy dosyć miłych słów. Psychologowie epopeje piszą na ten temat, a my nigdy tak do końca nie wiemy czy nasze działania odniosą pozytywny skutek. Podejmować próbę można, więc dzielnie ją podjęłam ( brawa!) 😉 i zorganizowałam wystawę dziecięcych prac dla moich Dżunksów i Gagatów oraz ich kuzynów. Ciocia Kasia i wujek Marek udostępnili swój piękny ogród ( brawa!), w którym odbyła się poważna rangą uroczystość z przemową i przecięciem wstęgi, z szampańskim toastem ( bezalkoholowym) oraz kateringiem własnej roboty i wspólnym kontemplowaniem sztuki. Dzieci przygotowały przekąski w postaci koreczków, amarantusowo-krówkowych kulek w czekoladzie oraz kanapek z serem ( przy okazji proszę o wielkie uznanie dla mojego poświęcenia – albowiem wycięłam w kilkunastu plastrach sera przeróżne kształty i figury). Ciocie i wujkowie, babcia i dziadek stanęli na wysokości zadania i docenili kunszt i pracę małych artystów. Z zaciekawieniem oglądali prace wyklejane, kolorowane, plastelinowe, kredkowe, malowane farbami, lepione, wycinane i inne – przedszkolne i domowe. Widziałam dumę w oczach dzieci i pamiętam jak mówiły ( nauczone nowego słowa): Kiedy będzie następny WERNISAŻ? 🙂 Tym sposobem otrzymałam pochwałę za mój pomysł, a teraz …poproszę o duuuuuuuuuużo lajków 😉

kolaz 3 zkolaz 1 zwstega zkolaz 2 zkolaz 4 zkolaz 5 z

 

kolorowe kredki w pudełeczku…

 

„Chciałabym mieć tęczowe włosy” – westchnęła Gagatka.
– „Ale niektórych marzeń nie da się spełnić” -ściągnął ją na ziemię do bólu racjonalny starszy brat. „ Ja na przykład – kontynuował – chciałbym wejść do krainy Chima, i co??? Nie mogę!!!”

Dzień później okazało się, że marzenie Gagaty da się spełnić, a Dżunks też nie będzie w tym temacie bardzo poszkodowany… W niedzielę poszliśmy na Targi Książki na Stadion Narodowy. Było tam mnóstwo atrakcji dla dzieci. Już sam Stadion – na którego widok dzieci zaniemówiły z wrażenia ( pierwszy raz oglądaliśmy go od środka) był wystarczającym bodźcem wywołującym uśmiech, a do tego Dżunks wygrał płytę z piosenkami dla dzieci śpiewając do mikrofonu, dostali medale za poprawne odpowiedzi na pytania w konkursie muminkowym, magnesy z kotkami, balony, po 2 książeczki od rodziców i powylegiwali się na leżakach i pufach na środku nieczynnego boiska. Gagat miała szczęście wyjść stamtąd z … tęczowymi włosami! Na jednym ze stoisk z kolorowymi książeczkami dla dzieci był kącik fryzjerski, w którym pani ( może to była pani Nadia – fryzjerka?;-)) malowała dzieciom pasemka włosów zmywalną farbą w sprayu. Gagat z wrażenia i nadmiaru emocji zasnęła 15 minut po „koloryzacji”, gdy tylko tata wziął ją na ręce. Tego samego dnia Dżunks przypomniał sobie o swoich pieczołowicie gromadzonych w skarbonce funduszach i postanowił nie być gorszy i odwiedzić krainę Chima. Już następnego dnia był szczęśliwym posiadaczem pojazdu Lego. Ja też chciałam zrobić sobie mały prezent (pod pretekstem: „Będzie też bardzo rozwojowy dla dzieci”) więc nabyłam na Targach kuszące kolorami i właściwościami naturalne, trójkątne i na dodatek magiczne kredki. Dzieciom się podobały, więc pomyślałam, że korzystając z tych mazideł, które nie zużywają się ponoć przez rok(?) i nie kruszą się – będą mogli nauczyć się czegoś o fakturze ( fantastycznie odwzorowują przez kartkę powierzchnię płaskich przedmiotów),spróbować nowej techniki rysowania i malowania ( bo zmoczone wodą zachowują się jak akwarele) i ozdabiania ( można je nanosić na szkło i drewno). Zorganizowałam dla nich artystyczny warsztat pracy – narwałam nawet trochę zielska z okolicznych drzew, rzuciłam na stół kilka materiałów o grubym splocie, koronkę i wycinanki papierowe. Nie wiem kto był bardziej podekscytowany możliwością korzystania z tych kredek: Ja czy dzieci? Fakty są jednak następujące: Dżunks i Gagat narysowali sobie coś po swojemu trudząc się utrzymaniem w ręku niewygodnego dla nich, twardego trójkątnego klocka, nie byli zainteresowani liśćmi, które narwałam i których szkielet tak pięknie można odwzorować na kartce. Po stworzeniu „Elzy schodzącej po schodach w Krainie Lodu”( dzieło Gagata), króla z koronkową koroną (Dżunksa) oraz kilku szybkich próbach przeniesienia faktury worka i pręgowanej tektury na papier – dziatwa zaniechała dalszych eksperymentów i oddaliła się w kierunku klocków i zabaw własnych. Dżunks przystąpił do składania pojazdu spidora Gorzana ( jednak Lego rządzi), a Gagat postanowiła, że bycie LIRIĄ – kotem w welonie, to jej nowa misja. Także tak… Niesponsorowana przez producenta serdecznie polecam magiczne kredki ….. – sprawiają dużą radość niektórym mamom 😉

Jeśli ktoś będzie miał pomysł jak wejść do krainy Chima – dajcie mi proszę znać.

kolorowe kredki 0 z   kolorowe kredki 3 z kolorowe kredki 4 z kolorowe kredki 5 z kolorowe kredki 6 z kolorowe kredki 7 z kolorowe kredki 8  z kolorowe kredki 9 z kolorowe kredki 10 z kolorowe kredki skan 2 z kolorowe kredki skan 3 zkolorowe kredki skan 4 z

A oto LIRIA – kot w welonie:

kolorowe kredki 2 zkolorowe kredki 1 z

 

zgaduj zgadula

 

Znacie podobną sytuację?”Och, jaki śliczny ślimak!” – Rzuca pochwałę dorosły, widząc rysunek, który pokazuje mu dumne dziecko. “To nie ślimak, to hulajnoga!” – Odpowiada poirytowany małolat”.
Rysunki małych dzieci uznawane są często za bazgroły, bohomazy, gryzmołyi i maziaje. Dorośli widzą je w inny sposób niż maluchy. Często nie przywiązują zbytniej uwagi do chlapniętych farbą, albo zarysowanych kredkami od góry do dołu kartek , zwłaszcza jeśli mały artysta jest dość płodny. Malowidła często lądują w koszu. I rzeczywiście, nie można się dać zwariować i trzymać w domu kilogramów dotkniętych ołówkiem kartek – dla potomności, na pamiątkę, dla cioci, dla babci… ale kilkadziesiąt dekagramów „makulatury” chyba nie jest przesadą? Albo zbiory zdygitalizowane?;-) Ja trzymam w domu te rysunki Dżunksa i Gagata, które tworzyli z zaangażowaniem i mieli pomysł. Sama chciałabym obejrzeć swoje rysunki sprzed lat – a zostało ich niewiele po przeróżnych przeprowadzkach i remontach. Kiedyś przekonałam się, że dziecięce arcydziełka mogą wywołać mnóstwo pozytywnych emocji u dorosłych. Siedziałam sobie i plotkowałam z gromadką rodziców oczekujących na swoje dzieci pod salą gimnastyczną ( gdzie trwały zajęcia sportowe)i dwie mamy akurat miały przy sobie teczki z przedszkolnymi pracami swoich dzieci. Zachwytom, ale również śmiechom i chichom nie było końca, omówiony został każdy rysuneczek – faktura, forma i treść poddane zostały szczegółowej obserwacji i dogłębniej analizie. Rodzice zostali zintegrowani przez sztukę:-) Swoich dzieci.

Natknęłam się kiedyś w internecie na ciekawy przypadek australijskiej dziewczynki, której obrazy ( tak, obrazy, nie rysunki) były wystawiane w galeriach w Londynie i Nowym Jorku. Jako malarka debiutowała mając zaledwie 9-miesięcy ( choć to dziwnie brzmi). Jej dzieła nadal są wystawiane i wywołują mnóstwo emocji, bo jedni uważają, że mała artystka (już teraz 6-latka) ma rodziców z marketingowym podejściem,  którzy potrafią ją wypromować, a inni widzą u niej przejawy geniuszu. Jeśli jesteście ciekawi – zajrzyjcie na jej stronę internetową: http://www.aelitaandre.com/aelitaandre/home.html
Ja uważam, że COŚ w tych obrazach jest i nie każde dziecko (a nawet dorosły) potrafiłoby stworzyć takie wielowarstwowe, bajecznie kolorowe i intuicyjnie dobrze skomponowane dzieła, nawet mając do dyspozycji eksluzywne narzędzia malarskie zamiast farb plakatowych. Podobają mi się takie bazgroły! 🙂

Czy dzieci mogą być artystami? Picasso uważał, że tak. Z drugiej strony malarzom abstrakcjonistom zarzucano często brak talentu i umiejętność tworzenia na poziomie przedszkolnym.
Dla tych, którzy z dystansem podchodzą do wiekopomnych dzieł wielkich i uznanych artystów, których prace często sprzedawane są za miliony dolarów, a wyglądają często jak machnięte pędzlem przez dziecko, mam tu znalezionyw internecie test: http://www.wykop.pl/ramka/1671243/czy-rozroznisz-sztuke-nowoczesna-od-dzieciecych-bazgrolow/

Przygotowałam też swój własny quiz z przykładami twórczości moich własnych Dżunksów i Gagatów i prostym pytaniem: CO TO JEST? 🙂 Miłej zabawy! Odpowiedzi na dole strony.

1.
02
2.
01
3.
04
4.
014
5.
011
6.012
7.013
8.
028
9.
016
10.
023
11.
022

12.
026
13.
019

14.
017

15.
010

16.
08

17.
07

18.
03
19.
018

20.015
21.
05

 

1. chmura burzowa nad morzem
2. puchar dla mamy
3. droga dla piesków
4. ekran kinowy
5. czarna dziura
6.  flaga polsko-indiańska
7.  kaktus, sadzawka i duża ryba
8. błoto
9. kran z cieknącą wodą stojący na stole
10. burza błotna
11. deszcz i niebieski parasol
12. deszcz i kałuże
13. żaglówki
14.  kanapka dla taty
15. oczko wodne, złota rybka, domek i dym z komina
16. pajęczyna
17. pająki
18. odkurzacz obok podłogi
19. kółka
20. roślina pnąca, chmury i deszcz
21. wulkan