Category Archives: wyobraźnia

Koń jaki jest każdy widzi

Wszyscy nas lojalnie ostrzegali: „Kiedy pojawią się dzieci w waszym życiu – Świat wywróci się do góry nogami” i „nic już nie będzie takie samo”. I rzeczywiście, mieli rację. Kiedyś, wchodząc do domu, mijałam zwykłe przedmioty codziennego użytku: Stół, fotele, szafę, czasem o jakieś pudło czy taboret się potknęłam, wypijałam herbatę z kubka, zapalałam lampę, gdy było ciemno – ot, codzienne rzeczy, których się nie zauważa. I nie mówi się o nich, bo po co? A teraz, gdy są dzieci – zaczynamy uważniej przyglądać się otaczającej nas rzeczywistości, ponieważ  nic nie jest już takie oczywiste. Małolaty przeciągają nas na drugą stronę lustra. Gdy dzisiaj wchodzę do domu, mijam… sanie Św. Mikołaja ( nie fotele, dobrze mówię: Sanie!), z kuchni uśmiecha się do mnie kubek ( a może to tylko gumki recepturki nałożone przez Gagatę? Nie, to kubek ma dziś dobry dzień:-)), odwieszam ubranie do szafy i znikam w przepastnej windzie, którą mknę niczym Ferdynand Wspaniały coraz wyżej i wyżej. Wchodzę do pokoju dzieci i widzę system korytarzy i podziemnych tuneli, które wiodą mnie w kierunku światła. Podgrzewającego galaretkę… Jeśli chcę wrócić do kuchni, mogę zawsze wsiąść na konia, chwycić za lejce i jednym śmigiem znaleźć się przy garach, które… Czy to aby na pewno garnki? A nie przypadkiem instrumenty perkusyjne?
Dzięki Dżunksowi i Gagatowi moja błoga schizofrenia pogłębia się z dnia na dzień. Nie jestem już, tak jak kiedyś pewna, czy koń jest taki, jak go widzimy. Ostatnio – spacerując z Gagatą warszawską ulicą, natrafiłam na ciekawy przypadek wyfiokowanej damy, chyba starszej – ale zadbanej , z fryzurą prosto z najlepszego salonu. Siedziała z wyniosłym wyrazem twarzy za kierownicą ekskluzywnego auta i nie zwracała na nas uwagi. Taka dama. Bo to dama była, prawda? 😉pudel 1 z pudel 3 z

 

A tymczasem w domu…wita nas…JELONEK

jelonek z

i ciepła strawa w postaci podgrzanych specjalnym podgrzewaczem chrupków oraz galaretki

chrupki z galaretka z

dla zwierząt ( których chyba nie mamy w domu…chyba…) też coś się znajdzie. Myślicie, że to kasztany w kolorowych miskach? Otóż nie – to mięso dla pupilów.

mieso dla zwierzat z

i tak jak wspominałam – u nas można przemieszczać się windą:

winda z

oraz konno:

kon z lejcami z

przejść się podziemnymi korytarzami:

system kanalow i przejsc podziemnych z

zjeść kawałek dobrego tortu:

tort z 

a dla odważnych jest spadochron, dla modnisi – długa nowoczesna suknia, dla koni – tunel:

karimata z

gdy  zajrzymy do szafy – możemy zobaczyć… prawidła do butów? Skądże! To Pip i Pop we własnej osobie!prawidla do butow z pip i pop z

 

Ciekawie jest po tej drugiej stronie lustra, prawda? Trzeba mieć serce z kamienia, żeby nie docenić  możliwości przebywania wśród tylu atrakcyjnych i wielofunkcyjnych przedmiotów 🙂

serce z kamienia z

Pomysłowy Dobromir part 1.

“Mamo, my nigdzie nie wyjeżdżaliśmy na wakacje!”  – Oburzył się Dżunks, niemiło zaskoczony nadejściem 1 września, przerywającego mu beztroski czas relaksu. Zamiast gadać, ględzić i pouczać, przedstawiłam więc Dżunksowi materiał dowodowy w postaci zdjęć, na których widać jak na dłoni, że z domu się nieco ruszyliśmy. Nie dziwię się jednak jego zarzutom – dzieci miały po prostu ” ręce pełne roboty” i mogły nie zauważyć , że lato ot tak – minęło…Matka kreatywna nawet nie musiała się starać – syn i córa wychodowani na dużej ilości kredek, farb, ciastoliny, papieru kolorowego oraz całej masy przydasiowych gadżetów, sami zapewniali sobie rozrywki. Moja funkcja ograniczyła się do obserwacji jednym okiem. Mam więc po wakacjach bardzo wypoczęte oko drugie.

A oto przegląd dzieciowych pomysłów na zabawy, które świadczą o tym, że wakacje można uznać za udane. Zdjęć jest duuuuuuuuuużo, więc dzielę je na dwie części. Pierwszą można oglądać jednym okiem, a drugą – drugim, nieco później, żeby się nie zmęczyć 😉

Hitem przełomu czerwca i lipca było u Dżunksa i Gagata łażenie po drzewach.  W doborowym towarzystwie zaprawionych w boju: Majki i Grzesia. Gagat tylka raz spadła, ale udało jej się zawisnąć na cienkiej gałązce i szybko wezwać posiłki.

na drzewie

Pomysłowa Majka z pomysłową Gagatką znalazły wspólny język i przeniosły się na parę chwil do Świata królewien i dwórek:

krolwa i dworka kolaz z

Innym razem, w tym samym miłym towarzystwie ( Majka i Grześ), moja dziatwa zajęła się wychrupywaniem dziur w andrutach. Zużyli około 20 okrągłych kawałków i stworzyli m.in. okulary, koło zębate, słońce, oraz wafelkową garderobę składającą się z majtek, spódnicy, butów,  i skarpet.

andruty kolaz z

Majka i Grześ okazali się też wdzięcznymi kompanami podczas prób pisarskich. Na zielonej trawce, pod lipą wręcz, powstały 4 mini książeczki o bardzo atrakcyjnej treści. Z tego co pamiętam, były tam opowieści o najmniejszej i największej dziewczynce na Świecie. Pisarze byli bardzo płodni – zapisywali średnio 2 kartki w 30 sekund, przegryzając w międzyczasie jabłka.

pisanie ksiazeczek kolaz z

W lipcu przenieśliśmy się na inną, również zieloną, a dodatkowo ukwieconą trawkę. Ten dodatek szczególnie przypadł do gustu Gagacie i jej pasją stało się wyrywanie polnych kwiatków. Babcia pozwoliła wyrywać też te ogrodowe, więc był szał i preparowanie kolorowych, pachnących mikstur, urodzinowych tortów i zup kwiatowych, oraz tworzenie bukiecików . Tu pomocny i chętny do pracy okazał się Jaś.

mikstura kolaz z

koszyczki kwiatowe kolaz z

Jako matka ponoć kreatywna, nie chciałam się zanadto narzucać ze swoimi wszędobylskimi kredkami i farbami i pozwolić dzieciom wybiegać się do woli, po łąkach, kniejach i borach. Ku mojemu zdziwieniu, zapragnęli jednak realizować się artystycznie również podczas wakacji i gdzie tylko mogli zostawiali ślady swojej twórczej bytności:

malunki kolaz zukladanki kasztanowe i kulkowe kolaz z

Pomysłowy Dobromir. Part 2. Dla wytrwałych 🙂

 Kiedy przyjechaliśmy na czwartą z kolei zieloną trawkę, dzieci powiedziały “dość” świeżemu powietrzu, przyrodzie, kwiatkom i ptaszkom – wsiadły do samochodu i zatrzasnęły za sobą drzwi. A ponieważ miały dobre towarzystwo – siedziały w tym samochodzie kilka godzin z przerwami na najpotrzebniejsze sprawunki i spełnianie zachcianek mamy, bo np. obiad trzeba było zjeść… Co tam w środku tego pudła na kółkach działo się przez ten długi czas – nie sposób spisać. Zresztą, nawet do końca nie wiem, podglądałam je wtedy znad książki. Wybiórcze zdjęcie, zrobione w wybranym momencie mówi mi, że samochód służył na przykład za szpital:

szpital na kolkach kolaz z

Był też czas na kreatywne budowle z ulubionych klocków. Nie nadążałam z obstrykiwaniem miasteczek lego, ale sfotografowałam inne: Basen ze zjeżdżalniami i brodzikiem dla piesków zrobiony z plusikowych klocków ( Zwróćcie uwagę na pływaków, elegancko podnoszących odnóża podczas pływania na plecach) oraz seria ptaków, zbudowanych z klocków o nieznanej mi nazwie. Ptak Gagaty był oswojony i siadał jej na ramieniu, a Dżunksowy wyjadał bób z ust właściciela. Rysunek przedstawia natomiast instrukcję : “Jak zbudować pająka z klocków lego”.

basen pop z

klocki kolaz z

Zwierzątka to ulubiony motyw w zabawach moich dzieci,  dlatego były pod dużym wrażeniem, kiedy zobaczyły, jak dwie nieznane im dziewczynki budują z kamyków domek dla piesków i kotków. Na zdjęciu poniżej jest mieszkanko z sypialnią i kamiennym łóżkiem dla zwierzaków. Na wyposażeniu były nawet poduszki. Nieco twarde, ale pomysłowe 😉 Zainspirowana Gagata natychmiast musiała stworzyć własne mini kotki, a użyła do tego woskowej skórki po serze.

kotki kolaz z

Bywały w wakacje również przerwy na przepakowanie się, więc między jedną, a drugą zielona trawką lądowaliśmy na chwilę w domu. Czy dzieci się wtedy nudziły? Podobno robią to tylko podczas deszczu, a lato było w tym roku całkiem całkiem 😉 Oto już ostatnie fotograficzne wspomnienia moich Pomysłowych Dobromirów. Może nie najwyższych lotów 😉 ale co tam, właśnie takie wywołują u nich największy uśmiech na twarzy 😀

1. “Mamo, przeczytaj mi to słowo”. 2. Sanie św. Mikołaja ( co z tego, że w sierpniu?) 3.  Lemoniadki, koktajle ( musieliśmy z ojcem wypić, choć nie były to rozkosze podniebienia) 4. Turbo soczek

pomysly  nr 2 pop z1. koronacja kota Białki ( na głowę wkładano flagę polską + zegarek) 2. uśmiechnięty kubek. 3. dziwna wysypka. 4. domek z papieru toaletowego. 5. motor z przyczepką (zrobiony z deski do prasowania). 6. kotki z rolek po ręcznikach papierowych.

pomysly kolaz z

 

 

gorszy dzień

Mimo tego, że dzieci są kochane, słodkie i puci puci – bywają takie chwile, że wystawiają naszą cierpliwość na próbę: bo jęczą, krzyczą, marudzą, stękają, obrażają się i z założenia są „na nie”. Bierzemy wtedy 10 głębokich oddechów, albo próbujemy ratować się w inny sposób. Mnie też spotkało „kilka” 😉 takich przykrych momentów i kiedy doszłam już do przysłowiowej ściany – rozwiązanie wydawało się niemożliwe. A jednak – trzy razy w moim rodzicielskim życiu nastąpił cud nawrócenia dzieci na drogę spokoju i harmonii w momencie dla wszystkich krytycznym – a to za sprawą bajek, które wymyśliłam ad hoc. Ciężko jest mieć wenę w chwili, gdy mieszkanie drży w posadach, ale skoro rozwiązanie się sprawdziło – trzeba się postarać. Pierwsza bajka – „O pani Nadii fryzjerce” ( to imię wymyśliłam chyba w momencie, gdy moja zmęczona krzykiem dziecka głowa była w dość opłakanym stanie) opowiedziana została Dżunksowi, gdy ten- zmęczony i niewyspany urządził histerię u fryzjera. Zaczęłam mu szeptać do ucha historię improwizowaną, a moje dziecko po kilkunastu minutach wrzasków – uspokoiło się i zasłuchane w opowieść, zasnęło. Pani Nadia pojawiłą się w naszej rodzinie 4 lata temu i zagościła na dobre. Od tamtej pory powstało już kilkadziesiąt odcinków o sympatycznej fryzjerce, która opiekowała się czwórką zwierzaków: psem Bemolem, kotem Krzyżykiem, myszką Pliszką i jeżykiem Pimpkiem. Mieszkała na pięterku nad swoim salonem i miała kilku przyjaciół, którzy codziennie wieczorem wpadali do niej na pogaduchy, kanapki z kozim serem i szarlotkę z kawą. Więcej nie zdradzę, bo Dżunks poprosił mnie któregoś dnia o napisanie książeczki o pani Nadii, więc jeśli mnie kiedyś natchnie… to kto wie? 🙂
Inna opowieść, która uchroniła mnie przed częściową utratą słuchu, a moją głowę przed otępieniem – to historia o trzech dziewczynkach – Jęczyduszach. Nie wiedzieć czemu – bajka bez morału i bez sensu (bo naprawdę nie stać mnie na sięganie literackich wyżyn w trudnych chwilach macierzyństwa)okazała się skuteczna i przywróciła dzieciom uśmiech, a wręcz je rozśmieszyła. Jęczydusze to były bardzo wesołe dzieci. Tryskające wręcz radością. Uśmiech nie schodził im z ust. Wyglądały mniej więcej tak ( i tu następowała moja prezentacja):

jeczydusze 2 z
Kiedyś mama Jęczydusza poprosiła córy o to, żeby poszły do sklepu po zakupy, a one – na jeden krok do przodu robiły dwa do tyłu. A to wszystko przez to, że tak się cieszyły:-) I doszły do tego sklepu – ale od drugiej strony, okrążywszy niechcący Kulę Ziemską…

jeczydusze 3 zMoje dzieci – zachwycone! Mam im dalej opowiadać o Jęczyduszach i pokazać jak szły do tego sklepu. No i dałam się wciągnąć. Następna bezsensowana historia dotycząca trzech wesołych dziewczynek rozegrała się w Dniu Małej Jęczyduszy, kiedy to ich tata postanowił obdarować swoje córeczki prezentami – z samego rana, w ramach miłej niespodzianki. Pierwsza Jęczydusza dostała rowerek, druga misia-maskotkę, a trzecia bukiet kwiatków. Niestety okazało się, że rodzic nie przemyślał zakupów, ponieważ najstarsza Jęczydusza nie potrafiła jeszcze utrzymać równowagi na dwóch kółkach, średnia – była wielkim śpiochem i nie miała ochoty wstawać z łóżka by bawić się misiem, a najmłodsza była uczulona i kichała gdy tylko w jej zasięgu pojawiały się jakieś kwiatowe pyłki. Tatuś wzniósł ręce ku niebu, gdy uświadomił sobie swój błąd i natychmiast rozwiązał problem idąc po rozum do głowy. Pierwsza Jęczydusza otrzymała dodatkowy kijek do rowerku i obietnicę pomocy przy nauce jazdy, drugiej tatuś pozwolił na wylegiwanie się w łóżku do południa razem ze swoją przytulanką, którą przerobił na poduchę, a trzeciej córeczce, w zastępstwie za nieudany prezent przygotował muffinki z truskawkami. Radości nie było końca. Wniebowzięte Jęczydusze uściskały swojego tatusia i ze szczęścia podskakiwały aż do sufitu( ta średnia oczywiście po południu dopiero…) A wyglądały wtedy mniej więcej tak:

jeczydusze 1 zCóż, dzieci mogą mieć gorszy dzień. Gagat  skomponowała nawet niedawno piosenkę, niesiona nastrojem melancholii. Oto jej tekst:
Dziś nie ma słońca, dziś nie ma słońca, już szykujcie do mnie pieniądze ( muszę tu dodać iż kontekst był następujący: Dżunks z dziadkiem grali wtedy w Monopol)
Dziś nie ma słońca, dziś nie ma słońca…itd

 

zgaduj zgadula

 

Znacie podobną sytuację?”Och, jaki śliczny ślimak!” – Rzuca pochwałę dorosły, widząc rysunek, który pokazuje mu dumne dziecko. “To nie ślimak, to hulajnoga!” – Odpowiada poirytowany małolat”.
Rysunki małych dzieci uznawane są często za bazgroły, bohomazy, gryzmołyi i maziaje. Dorośli widzą je w inny sposób niż maluchy. Często nie przywiązują zbytniej uwagi do chlapniętych farbą, albo zarysowanych kredkami od góry do dołu kartek , zwłaszcza jeśli mały artysta jest dość płodny. Malowidła często lądują w koszu. I rzeczywiście, nie można się dać zwariować i trzymać w domu kilogramów dotkniętych ołówkiem kartek – dla potomności, na pamiątkę, dla cioci, dla babci… ale kilkadziesiąt dekagramów „makulatury” chyba nie jest przesadą? Albo zbiory zdygitalizowane?;-) Ja trzymam w domu te rysunki Dżunksa i Gagata, które tworzyli z zaangażowaniem i mieli pomysł. Sama chciałabym obejrzeć swoje rysunki sprzed lat – a zostało ich niewiele po przeróżnych przeprowadzkach i remontach. Kiedyś przekonałam się, że dziecięce arcydziełka mogą wywołać mnóstwo pozytywnych emocji u dorosłych. Siedziałam sobie i plotkowałam z gromadką rodziców oczekujących na swoje dzieci pod salą gimnastyczną ( gdzie trwały zajęcia sportowe)i dwie mamy akurat miały przy sobie teczki z przedszkolnymi pracami swoich dzieci. Zachwytom, ale również śmiechom i chichom nie było końca, omówiony został każdy rysuneczek – faktura, forma i treść poddane zostały szczegółowej obserwacji i dogłębniej analizie. Rodzice zostali zintegrowani przez sztukę:-) Swoich dzieci.

Natknęłam się kiedyś w internecie na ciekawy przypadek australijskiej dziewczynki, której obrazy ( tak, obrazy, nie rysunki) były wystawiane w galeriach w Londynie i Nowym Jorku. Jako malarka debiutowała mając zaledwie 9-miesięcy ( choć to dziwnie brzmi). Jej dzieła nadal są wystawiane i wywołują mnóstwo emocji, bo jedni uważają, że mała artystka (już teraz 6-latka) ma rodziców z marketingowym podejściem,  którzy potrafią ją wypromować, a inni widzą u niej przejawy geniuszu. Jeśli jesteście ciekawi – zajrzyjcie na jej stronę internetową: http://www.aelitaandre.com/aelitaandre/home.html
Ja uważam, że COŚ w tych obrazach jest i nie każde dziecko (a nawet dorosły) potrafiłoby stworzyć takie wielowarstwowe, bajecznie kolorowe i intuicyjnie dobrze skomponowane dzieła, nawet mając do dyspozycji eksluzywne narzędzia malarskie zamiast farb plakatowych. Podobają mi się takie bazgroły! 🙂

Czy dzieci mogą być artystami? Picasso uważał, że tak. Z drugiej strony malarzom abstrakcjonistom zarzucano często brak talentu i umiejętność tworzenia na poziomie przedszkolnym.
Dla tych, którzy z dystansem podchodzą do wiekopomnych dzieł wielkich i uznanych artystów, których prace często sprzedawane są za miliony dolarów, a wyglądają często jak machnięte pędzlem przez dziecko, mam tu znalezionyw internecie test: http://www.wykop.pl/ramka/1671243/czy-rozroznisz-sztuke-nowoczesna-od-dzieciecych-bazgrolow/

Przygotowałam też swój własny quiz z przykładami twórczości moich własnych Dżunksów i Gagatów i prostym pytaniem: CO TO JEST? 🙂 Miłej zabawy! Odpowiedzi na dole strony.

1.
02
2.
01
3.
04
4.
014
5.
011
6.012
7.013
8.
028
9.
016
10.
023
11.
022

12.
026
13.
019

14.
017

15.
010

16.
08

17.
07

18.
03
19.
018

20.015
21.
05

 

1. chmura burzowa nad morzem
2. puchar dla mamy
3. droga dla piesków
4. ekran kinowy
5. czarna dziura
6.  flaga polsko-indiańska
7.  kaktus, sadzawka i duża ryba
8. błoto
9. kran z cieknącą wodą stojący na stole
10. burza błotna
11. deszcz i niebieski parasol
12. deszcz i kałuże
13. żaglówki
14.  kanapka dla taty
15. oczko wodne, złota rybka, domek i dym z komina
16. pajęczyna
17. pająki
18. odkurzacz obok podłogi
19. kółka
20. roślina pnąca, chmury i deszcz
21. wulkan

 

sielanka

Niedzielny leniwy poranek. Tata robi dla dzieci ich ulubione naleśniki. Wszyscy zadowoleni: proszę, dziękuję, przepraszam, ą i ę. Gagat nawet serwetki rozłożyła… Kucharzowi spłynęło śmiesznie ciasto po patelni tworząc jakby „ząbki”. Zażartowałam, że teraz jemy naleśniki z włosami. Kto chce? Oboje chcieli. Aż za bardzo chcieli. I nagle… sielankę szlag trafił.  Rozpętała się awantura o naleśniki z włosami: Kto ma dostać pierwszy i kto dostał więcej, że tego i nie innego chcą i że już, teraz, natychmiast! „Zwykłe”, idealnie okrągłe, nie za gorące, bo usmażone już naleśniki były teraz niejadalne. Podniosła się wrzawa, po której zazwyczaj nasz sąsiad z uśmiechem  pyta: Kiedy wreszcie przestaniemy bić te dzieci? Na szczęście ojciec nadążył z produkcją owłosionych specjałów, a dzieciom włos z głowy nie spadł. Boję się tylko kolejnego niedzielnego poranka. Może nadmierna kreatywność nie jest wskazana?;-)

 P.S. Dobrze, że nie zauważyli, że ten naleśnik miał dwoje oczu i uśmiechał się…