Tag Archives: twórczość muzyczna

gorszy dzień

Mimo tego, że dzieci są kochane, słodkie i puci puci – bywają takie chwile, że wystawiają naszą cierpliwość na próbę: bo jęczą, krzyczą, marudzą, stękają, obrażają się i z założenia są „na nie”. Bierzemy wtedy 10 głębokich oddechów, albo próbujemy ratować się w inny sposób. Mnie też spotkało „kilka” 😉 takich przykrych momentów i kiedy doszłam już do przysłowiowej ściany – rozwiązanie wydawało się niemożliwe. A jednak – trzy razy w moim rodzicielskim życiu nastąpił cud nawrócenia dzieci na drogę spokoju i harmonii w momencie dla wszystkich krytycznym – a to za sprawą bajek, które wymyśliłam ad hoc. Ciężko jest mieć wenę w chwili, gdy mieszkanie drży w posadach, ale skoro rozwiązanie się sprawdziło – trzeba się postarać. Pierwsza bajka – „O pani Nadii fryzjerce” ( to imię wymyśliłam chyba w momencie, gdy moja zmęczona krzykiem dziecka głowa była w dość opłakanym stanie) opowiedziana została Dżunksowi, gdy ten- zmęczony i niewyspany urządził histerię u fryzjera. Zaczęłam mu szeptać do ucha historię improwizowaną, a moje dziecko po kilkunastu minutach wrzasków – uspokoiło się i zasłuchane w opowieść, zasnęło. Pani Nadia pojawiłą się w naszej rodzinie 4 lata temu i zagościła na dobre. Od tamtej pory powstało już kilkadziesiąt odcinków o sympatycznej fryzjerce, która opiekowała się czwórką zwierzaków: psem Bemolem, kotem Krzyżykiem, myszką Pliszką i jeżykiem Pimpkiem. Mieszkała na pięterku nad swoim salonem i miała kilku przyjaciół, którzy codziennie wieczorem wpadali do niej na pogaduchy, kanapki z kozim serem i szarlotkę z kawą. Więcej nie zdradzę, bo Dżunks poprosił mnie któregoś dnia o napisanie książeczki o pani Nadii, więc jeśli mnie kiedyś natchnie… to kto wie? 🙂
Inna opowieść, która uchroniła mnie przed częściową utratą słuchu, a moją głowę przed otępieniem – to historia o trzech dziewczynkach – Jęczyduszach. Nie wiedzieć czemu – bajka bez morału i bez sensu (bo naprawdę nie stać mnie na sięganie literackich wyżyn w trudnych chwilach macierzyństwa)okazała się skuteczna i przywróciła dzieciom uśmiech, a wręcz je rozśmieszyła. Jęczydusze to były bardzo wesołe dzieci. Tryskające wręcz radością. Uśmiech nie schodził im z ust. Wyglądały mniej więcej tak ( i tu następowała moja prezentacja):

jeczydusze 2 z
Kiedyś mama Jęczydusza poprosiła córy o to, żeby poszły do sklepu po zakupy, a one – na jeden krok do przodu robiły dwa do tyłu. A to wszystko przez to, że tak się cieszyły:-) I doszły do tego sklepu – ale od drugiej strony, okrążywszy niechcący Kulę Ziemską…

jeczydusze 3 zMoje dzieci – zachwycone! Mam im dalej opowiadać o Jęczyduszach i pokazać jak szły do tego sklepu. No i dałam się wciągnąć. Następna bezsensowana historia dotycząca trzech wesołych dziewczynek rozegrała się w Dniu Małej Jęczyduszy, kiedy to ich tata postanowił obdarować swoje córeczki prezentami – z samego rana, w ramach miłej niespodzianki. Pierwsza Jęczydusza dostała rowerek, druga misia-maskotkę, a trzecia bukiet kwiatków. Niestety okazało się, że rodzic nie przemyślał zakupów, ponieważ najstarsza Jęczydusza nie potrafiła jeszcze utrzymać równowagi na dwóch kółkach, średnia – była wielkim śpiochem i nie miała ochoty wstawać z łóżka by bawić się misiem, a najmłodsza była uczulona i kichała gdy tylko w jej zasięgu pojawiały się jakieś kwiatowe pyłki. Tatuś wzniósł ręce ku niebu, gdy uświadomił sobie swój błąd i natychmiast rozwiązał problem idąc po rozum do głowy. Pierwsza Jęczydusza otrzymała dodatkowy kijek do rowerku i obietnicę pomocy przy nauce jazdy, drugiej tatuś pozwolił na wylegiwanie się w łóżku do południa razem ze swoją przytulanką, którą przerobił na poduchę, a trzeciej córeczce, w zastępstwie za nieudany prezent przygotował muffinki z truskawkami. Radości nie było końca. Wniebowzięte Jęczydusze uściskały swojego tatusia i ze szczęścia podskakiwały aż do sufitu( ta średnia oczywiście po południu dopiero…) A wyglądały wtedy mniej więcej tak:

jeczydusze 1 zCóż, dzieci mogą mieć gorszy dzień. Gagat  skomponowała nawet niedawno piosenkę, niesiona nastrojem melancholii. Oto jej tekst:
Dziś nie ma słońca, dziś nie ma słońca, już szykujcie do mnie pieniądze ( muszę tu dodać iż kontekst był następujący: Dżunks z dziadkiem grali wtedy w Monopol)
Dziś nie ma słońca, dziś nie ma słońca…itd