Yes Chef!

 

W naszym wewnętrznym, rodzinnym konkursie na największego łasucha, dzieci przyznały mi pierwsze miejsce. Muszę przyznać, że miały rację…, a dodatkowo –  nie przepadam za gotowaniem. Powinnam więc zostać krytykiem kulinarnym? Moje dzieci odwrotnie– lubią gotować, a nie są żarłoczne. Samodzielnie upiekłam aż dwa ciasta w życiu, przepraszam… jedno, ale dwa razy! :-). Zupełnie inaczej niż moje potomstwo, które zna się na zagniataniu, rozbijaniu jajek, dosypywaniu mąki, ważeniu składników na kuchennej wadze, rozdrabnianiu drożdży i innych czarodziejskich czynnościach, które powodują, że w mieszkaniu roznosi się później kuszący zapach wypieków. Przewodnikiem w kuchennych eksperymentach mojej dziatwy jest Sir Mąż i Ojciec. Chyba te kilka ładnych lat temu instynktownie czułam, że trzeba takiego mieć na podorędziu, by ognisko domowe nie wygasło i piekarnik pracował pełną parą ;-)…
Tak więc tatuś dzielnie piecze z dziećmi buły, chleby i bułeczki drożdżowe, faworki, ciasteczka kruche i owsiane, bezy, keksy, torty i szarlotki. Z pewnością zasłużył już na odznaczenie państwowe! Dżunks i Gagat bezkarnie babrają się w mące, mieszają ją z masłem, ugniatają, oblizują upaprane czekoladą palce i łyżki, dobrze się przy tym bawiąc. Ach… móc poprzesypywać trochę mąkę, zrobić z niej górkę, a może wygrzebać tunel… – to moje marzenie z dzieciństwa. Niestety ani jedna babcia ( mistrzyni śmietankowca), ani druga ( geniusz w dziedzinie ciast z wiśniami) nie pozwalały mi na kuchenne eksperymenty i tworzenie piramid z mąki. Moje dzieci mogą się babrać ciastem, ponieważ gotowanie jest u nas w pakiecie ze sprzątaniem, więc czuję spokój i mogę oddawać się przyjemnościom aromaterapii oraz konsumpcji 😉
Jako amatorski krytyk powiem, że to co poniżej wywałkowane, wygniecione, wymieszane, obtoczone i upieczone było naprawdę, ale to naprawdę ABSOLUTELY DELICIOUS! 🙂 – jak mawia Gordon Ramsey.

 

kolaz 5 z kolaz 1 z kolaz 2 z kolaz 3 z kolaz 4 zkolaz 6 z